
„Kiedy w 1990 roku pisałem piosenkę „Mój dom”, byliśmy pełni nadziei, że staniemy się normalnym krajem, gdzie wszystko będzie wyglądało inaczej. Osiemnaście lat później młodzi ludzie wolą szukać normalnego życia na emigracji” - rozmowa Z Arturem Gadowskim, liderem i wokalistą zespołu IRA.
Polacy Online - Portal Polaków w UK >>
Co skłoniło cię do napisania hymnu polskiej emigracji „Londyn 8.15”?
- Często rozmawialiśmy w zespole o emigracji. Obserwowaliśmy dużą falę emigracyjną, wyjechało też wielu naszych znajomych. Po prostu zrobiło nam się łyso. Sam mam w swoim życiu epizod emigranta - życie zmusiło mnie do pracy w Stanach w charakterze malarza pokojowego. Wiem, jak to jest.
Rozumiem, że to nie było przyjemne przeżycie...
- Gdybym miał wybierać pomiędzy zawodem malarza, a piosenkarza rockowego, to zdecydowanie wolę to drugie zajęcie. Pod koniec lat 90. uświadomiłem sobie, że muzyka rockowa w Polsce się kończy i nie mam z czego dalej żyć. Wyjechaliśmy z całym zespołem. Razem z basistą chwyciliśmy za pędzle i puszki z farbą, a perkusista został szklarzem. Na szczęście, nie przerwaliśmy grania, spotykaliśmy się na próbach i nawet udało nam się zagrać kilka koncertów. Nie przestaliśmy być muzykami.
Jak długo skakałeś z pędzlem po drabinie?
- To były tylko cztery miesiące, ale w chwili wyjazdu nie wiedzieliśmy, ile to potrwa. Planowaliśmy zostać przynajmniej pół roku i zobaczyć, jak się rozwijają sprawy. Na szczęście, nasz menedżer, który został w Polsce, też ciężko pracował. Udało mu się zorganizować kilka koncertów i dał znać, że pora wracać. Konsekwentnie do dnia dzisiejszego koncertujemy i nagrywamy nowe płyty.
Czy przedstawiciele amerykańskiej Polonii nie dziwili się, że gwiazda rocka remontuje ich domy?
- Na szczęście, z Polakami nie pracowaliśmy. Zdarzało się spotkać polskich robotników, kojarzyli nas z telewizji, ale to były miłe reakcje.
Mieliście już kilka nieudanych podejść do koncertowania na Wyspach Brytyjskich. Spodziewałeś się, że nazwa zespołu może pokrzyżować plany?
- Chciałbym zastrzec, że w zespole IRA pojawiłem się, gdy nazwa była już wymyślona. Jest to łacińskie słowo, oznaczające złość, gniew. Nigdy nie miało nawiązywać do Irish Republican Army, tak jak później przypuszczano. Nie spodziewaliśmy się, że to może być przeszkodą w graniu za granicą. Występowaliśmy przecież wielokrotnie w Stanach i nikt nie robił z tego problemu.
Anglicy byli innego zdania i zabronili wam koncertowania na Wyspach...
- Nie udało się, i zapewne się nie uda. Były pomysły, aby wyjechać jako Artur Gadowski z zespołem, ale po tamtych aferach nikt nie podjął już tematu. Za to zainteresowała się nami jedna z rozgłośni radiowych w Dublinie, która poprosiła nawet o wysłanie płyt i tłumaczeń tekstów piosenek. Chcieli zobaczyć te straszne treści głoszone w naszych piosenkach. Grali nas na antenie i z radością pokazywali, jak wygląda zespół, którego Anglicy się wystraszyli (śmiech).
Udało ci się odwiedzić Londyn prywatnie?
- Byłem tutaj dwa lata temu, razem z rozgłośnią radiową RMF FM. Zaproponowano mi nagranie weekendowej audycji podczas zwiedzania miasta, o którym śpiewałem na nowej płycie. Wyjazd był niesamowity, bo faktycznie wszędzie dookoła słyszałem Polaków - czy to idących ulicą, czy rozmawiających przez telefon, czy siedzących w restauracji. Byłem pod wrażeniem. Pracowałem w Chicago, uważanym za największe skupisko Polonii na świecie, ale nawet tam nie czułem tak wielkiego zagęszczenia Polaków, jak w Londynie.
Czy wiesz, że „Londyn 8.15” był najczęściej granym utworem w polskich domach na Wyspach Brytyjskich? Emigranci pili przy nim piwo, wspominali i płakali...
- Mam świadomość, że tak było. Piosenka ta wywoływała skrajne reakcje. Dostałem mnóstwo maili i telefonów od znajomych, którzy gratulowali nam pomysłu. Ale nie wszyscy byli zachwyceni - niektórzy uważali, że tekst ich obraża. Nie mam pojęcia, co w tym utworze jest kontrowersyjnego, ale zebraliśmy mocne cięgi.
W 1990 roku śpiewałeś: „Mógłbym być teraz w USA, w pocie czoła zbijać gruby szmal, ale nie ucieknę stąd”. Twoje poglądy mocno się zmieniły...
- Kiedy pisałem piosenkę „Mój dom”, byliśmy pełni nadziei, że staniemy się normalnym krajem, wszystko będzie wyglądało inaczej. To jest piosenka o tamtych czasach. Osiemnaście lat później okazało się, że młodzi ludzie tracą nadzieję i wolą szukać normalnego życia na emigracji. Wszystko się zmienia.
Kilka lat temu przeszedłeś operację gardła i twoje dalsze śpiewanie stanęło pod znakiem zapytania. Nie masz dziś problemów, krzycząc
na scenie do mikrofonu?
- Musiałem poddać się operacji wycięcia worka tarczycy, bo cierpiałem na nadczynność. Faktycznie groziło to problemami z głosem. Trafiłem, na szczęście, w ręce dobrego chirurga
i wszystko potoczyło się dobrze. Dziś z kolei mam niedoczynność tarczycy i do końca życia będę musiał jechać na lekach. Ale w niczym mi to nie przeszkadza, czuję się znakomicie.
rozmawiał Tomasz Ziemba
Polacy Online - Portal Polaków w UK >>
Nie stać nas na porażki >>© Fortis Media Limited 2004-2010
Użytkownicy strony polishexpress.co.uk nie mogą wykorzystywać tekstów do celów komercyjnych bez wiedzy i pozwolenia Redakcji tygodnika Polish Express. Kopiowanie, redagowanie i wykorzystywanie w innych celach publikowanych tu tekstów wymaga indywidualnej zgody Redakcji. Kontakt do redakcji: internet@polishexpress.co.uk.
Tagi: rozmowa, IRA, rock, Gadowski
Redakcja Polish Express nie bierze odpowiedzialności za treść komentarzy zamieszczonych przez internautów. Należą one do osób, które je zamieściły.
Dodając komentarz akceptujesz nasz regulamin.
Śledczy zajmujący się sprawą zaginionej Sylwii Ciapcińskiej wyemitowali nagranie z kamery przemysłowej, na którym widać mężczyznę. Watykan podał szczegółowy program wizyty Benedykta XVI na Wyspach, która będzie miała miejsce w dniach 16-19 września. Już od kilku lat 23 sierpnia to w Los Angeles, Waszyngtonie, Miami i Nowym Jorku Narodowy Dzień Topless. Coroczny happening zapoczątkowany przez organizację „Chodź topless” ma na celu walkę o równouprawnienie kobiet - również w takich przypadkach, które od dawna uznawane były za tradycyjnie nieprzystające niewiastom. Doradcy rządowi proponują, aby osoby otrzymujące zasiłki podejmowały letnie prace, takie jak na przykład zbieranie owoców i warzyw. Jak na razie osoby bezrobotne, które podejmą krótkoterminową pracę mogą stracić zasiłek. Jeżeli zdecydują się na sezonową pracę to ich płaca będzie znacznie poniżej normalnej płacy. Zapraszamy naszych Czytelników do bezpłatnego udziału w spotkaniu poświęconym sprawom społeczności polskiej w Wielkiej Brytanii. Spotkanie odbędzie się w czwartek, 30 września 2010 roku o godzinie 17:30, w Irwin Mitchell w Leeds. Nasza rodaczka, 15-letnia Dominika Wróbel, dostała się do kolejnego etapu wyborów Teen Quinn UK!
3.12 zł
3.95 zł
4.81 zł