Zaloguj się
Czwartek, 29 lipca 2010r. Imieniny: Marty, Konstantego, Olafa
19ArTuR83
19ArTuR83 to nowy uyżytkownik serwisu polacy.co.uk. Zobacz czy Twoi znajomi już tam są!

Aborcja w Anglii? Zero złotych

19-03-2010
Polish Express PDF

czytaj atykuł
w 267 e-wydaniu

Polacy, którzy zdecydowali się zamieszkać w Wielkiej Brytanii, mogą korzystać ze wszystkich możliwości, które daje ten kraj. I korzystają. Także z prawa do aborcji.

Polacy Online - Portal Polaków w UK >>

Aborcja: Czyje prawo do wyboru? >>
 
Bilet do Anglii - 300 zł, nocleg - 240 zł, aborcja - 0 złotych, ulga po zabiegu przeprowadzonym w godnych warunkach - bezcenna - plakat o tej treści rozwieszony w Łodzi przez lokalne działaczki feministyczne wywołał niemałą burzę i znacznie przekroczył granice miasta. Dyskusja na jego temat rozgorzała już nie tylko w Polsce, ale też w Wielkiej Brytanii. 

Kontrowersyjna kampania SROM-u
Na forach internetowych nietrudno znaleźć kobiety, które mówią o swojej decyzji. „Usunęłam w 5-tym tygodniu ciąży. W centrum Marie-Stopes w Londynie. Miałam opiekę medyczną na każde zawołanie. Zapłaciłam około £500 za wszystko” – pisze Marta. „Zrobiłam to przez NHS w szpitalu. Byłam w 10 tygodniu. Jakie mam odczucia? Żal i wyrzuty sumienia, pochopna decyzja...” – zwierza się internautka o nicku 30-latka. „W zeszłym roku poddałam się aborcji w UK. Zrobiłam to z przyczyn osobistych i nie żałuję, choć do końca życia będę miała świadomość tej decyzji” – opowiada Ania. „Robią badanie USG, połykasz tabletkę, następnego dnia wracasz, połykasz kolejne trzy i to wszystko. Obok mnie siedziała Angielka w piątym miesiącu, miała wielki brzuch, czytała gazetę i się uśmiechała. To już jest morderstwo” – opowiada Joanna. Jak szacuje Federacja na Rzecz Kobiet i Planowania Rodziny co roku ciążę za granicą usuwa nawet kilkadziesiąt tysięcy Polek, jak wynika ze statystyk brytyjskich klinik aborcyjnych nawet 80 procent spośród kobiet obcego pochodzenia, to właśnie nasze rodaczki.
Zjawisko to było przyczyną zorganizowania łódzkiej akcji plakatowej.  Kontrowersyjne plakaty, które zawisły na przystankach, przedstawiają kobietę w bieliźnie z namalowanym farbą na brzuchu napisem: my choice, czyli mój wybór. Obok, do złudzenia przypominające kampanię reklamową popularnych kart płatnicznych Mastercard, wyliczenia. Z tym, że tematyka zupełnie inna. Plakat, przygotowany przez tajemniczą organizację o symbolicznej nazwie SROM, czyli Separatystyczne Rewolucyjne Oddziały Maciczne, jasno pokazuje, że aborcja dokonana za granicą jest tańsza i bezpieczniejsza niż w podziemu aborcyjnym w Polsce. - Łódzka akcja ma zwrócić uwagę na złe i nierealizowane prawo w Polsce. Restrykcje w stosunku do aborcji nie mają racji bytu, bo kobieta, która chce to zrobić i tak znajdzie sposób, a plakaty obnażają tylko hipokryzję polskiego ustawodawcy. Celem akcji było sprowokowanie dyskusji – mówi „Polish Express” Wanda Nowicka, szefowa Federacji na Rzecz Kobiet i Planowania Rodziny.

Brytyjscy politycy są oburzeni
Akcja oburzyła jednak brytyjskich polityków. Ci uznali, że plakaty, które zawisły na przystankach łódzkiej komunikacji miejskiej, zachęcają do wyjazdu na Wyspy, po to aby za darmo dokonać aborcji. – Brytyjski system opieki zdrowotnej absolutnie nie powinien finansować przeprowadzania przez Polki aborcji. Jest to wbrew wszelkim przepisom – mówił „The Daily Telegraph” laburzysta Kevin Barron, obecny szef Komisji Zdrowia w Izbie Gmin. Na aborcje kobiet z innych krajów NHS miał w 2008 roku wydać nawet 10 milionów funtów. – Wielka Brytania stała się europejską stolicą aborcyjną, nasze prawo jest zbyt łagodne – komentowała dosadnie Ann Widdecombe, deputowana konserwatystów.
– Nie o wyjazd po to tylko, aby dokonać aborcji chodzi, ale o to, że na Wyspach mieszka wiele Polek, które korzystają tam ze swoich praw, także ze służby zdrowia i prawa do darmowej aborcji – zaprzecza Wanda Nowicka.
Tą opinię potwierdzą najpopularniejsze sieci klinik aborcyjnych w Wielkiej Brytanii, BPAS oraz Marie Stopes International. Obie organizacje przyznają, że znaczna część klientek to Polki, ale rzadko są to osoby, które przyjechały do Anglii tylko po to, aby dokonać aborcji. Większość z nich na stałe mieszka, pracuje i płaci podatki w Wielkiej Brytanii. – Te, które przyjeżdżają tylko, aby usunąć ciążę niczym nie różnią się od mieszkanek Irlandii, Malty czy innych krajów UE, gdzie aborcja „na żądanie” jest zakazana – mówi Liz Davies, dyrektor Marie Stopes w UK i w Europie.
Wielka Brytania jednak bez wątpienia jest jednym z najpopularniejszych kierunków aborcyjnych i to z kilku powodów. To kraj, w którym dokonuje się najwięcej aborcji spośród wszystkich państw europejskich. Według statystyk tutejszego Ministerstwa Zdrowia w 2008 roku na Wyspach dokonano 195,3 tysiące aborcji - na usunięcie dziecka zdecydowało się 18 na tysięcy Brytyjek w ciąży. Po drugie dla osób ubezpieczonych aborcja jest bezpłatna – 91 procent wszystkich aborcji było fundowanych przez NHS, choć ponad połowa odbyła się w prywatnych klinikach.

Społeczne przyzwolenie
Jest jeszcze jeden ważny powód, dla którego kobiety wybierają akurat Anglię. Chodzi o duże przyzwolenie społeczne na aborcję. Jak pokazują statystyki Ministerstwa Zdrowia tylko niewielki procent kobiet usunęło ciążę z powodów medycznych lub upośledzenia płodu. Większość zrobiła to „na żądanie” z tzw. względów społecznych, np. bardzo młodego wieku czy kiepskiej sytuacji materialnej. W każdej chwili można również usunąć ciążę w jednej z prywatnych klinik - taki zabieg kosztuje od 500 do 1500 funtów. Tutaj nawet nie trzeba się tłumaczyć ze swojej decyzji.
– Podejście do seksu i aborcji w Wielkiej Brytanii zasadniczo różni się w od polskiego. Nad Wisłą wciąż seksualność jest czymś wstydliwym, a edukacja na ten temat kuleje. To rodzi fałsz, a istnienie podziemia aborcyjnego jest tego najlepszym przykładem – mówi psycholog, prowadząca poradnictwo w Norfolk, Elżbieta Gontarczyk.  – Ma to jednak i swoje dobre strony. W Polsce seks wciąż wiąże się z wartościami i emocjami. Na Wyspach jest traktowany bardzo fizycznie i przedmiotowo – dodaje.
Badania przeprowadzane w różnych krajach europejskich od lat pokazują, że najwięcej przeciwników aborcji jest w Polsce. Według ostatniego sondażu CBOS-u z 2009 roku aż 44 procent ankietowanych uważało, że usuwanie ciąży powinno być całkowicie zakazane. Natomiast jedynie, co czwarty badany uważa, że aborcja powinna być dozwolona bez ograniczeń. Bardzo aktywnie działa tutaj również ruch antyaborcyjny. Nawet brytyjskie media mówiły o szokującej akcji Fundacji Pro, która umieściła w Poznaniu gigantyczny bilboard z wizerunkiem Adola Hitlera i poszarpanymi płodami, podpisany: „Aborcja dla Polek. Wprowadzona przez Hitlera 9 marca 1943 r.”.

Ilona Blicharz / Fot. GETTY IMAGES

Polacy Online - Portal Polaków w UK >>

Aborcja: Czyje prawo do wyboru? >>

© Fortis Media Limited 2004-2010

Użytkownicy strony polishexpress.co.uk nie mogą wykorzystywać tekstów do celów komercyjnych bez wiedzy i pozwolenia Redakcji tygodnika Polish Express. Kopiowanie, redagowanie i wykorzystywanie w innych celach publikowanych tu tekstów wymaga indywidualnej zgody Redakcji. Kontakt do redakcji: internet@polishexpress.co.uk.

Tagi: aborcja, SROM, dyskusja

26-07-2010 15:52 edwardo
jakby w polsce aborcja byla dostepna nie byloby krzyku. chory kraj.
19-03-2010 15:21 mucha
jakby w polsce bylo normalnie to by nie jezdzily do angli
REKLAMA

 

Czytelnia

 

Duży budynek w atrakcyjnej dzielnicy Londynu powinien tętnić życiem, promować Polskę i służyć Polakom na Wyspach, a do tego przynosić spore dochody, które można by wykorzystać na dalszy jego rozwój albo inne cele. Powinien być wizytówką Polski i miejscem znanym i lubianym przez ludzi w każdym wieku.
Fotografowie-amatorzy, blogerzy i inni użytkownicy internetu – trzymajcie się na baczności. Wasze prywatne zdjęcia mogą wylądować na seryjnie sprzedawanych T-shirtach. I nie dostaniecie za to ani pensa.
Moich rozmówców spotykam na Victoria Street, w okolicy dworca, który jest mekką polskich bezdomnych. Jednak Stanisław Wójcik zaprzecza, jakoby był bezdomny. Na piersi ma zawieszoną laminowaną legitymację kolportera The Big Issue, w ręku ściska gazetę. Spacerujący po okolicy Jarek Mazur podchodzi do nas po chwili, zainteresowany naszą rozmową. Ma w Londynie własne mieszkanie i aktywnie szuka pracy.
Telefony, maile, kamerki internetowe… Te magiczne narzędzia komunikacji są nie tylko w stanie zbliżyć nas z rodziną zostawioną w Polsce, ale też… skutecznie ją oszukać.
„Pochodzę z Warszawy i oferuję małżeństwo kobiecie spoza UE, która chce wyjechać do Wielkiej Brytanii i nie ma pozwolenia na pobyt. Cena i szczegóły na maila”. To ogłoszenia, które Polacy zamieszczają na portalach ogłoszeniowych w nadziei na szybką kasę i pełne wrażeń nowe życie w Wielkiej Brytanii z egzotyczną pięknością u boku.
„Okropnie Cię nienawidzę! Jesteś oszustem i kłamcą! Pamiętaj, że już młodszy nie będziesz. Umrzesz w samotności w jakiejś pijackiej melinie albo w więzieniu i nikt Cię nie wspomni dobrym słowem. I tak już jesteś skończonym zerem!”. Te słowa Beata dedykuje swojemu ojcu, który zniknął być może w odmętach londyńskich klubów z ruletką, jednorękim bandytą i Black Jackiem...
 << Poprzednia
Strona:  
REKLAMA

3.06
4
4.79

nasze galerie

Zakupy przez Internet
Zwroty podatku
EuroTax

Finanse
Kredyty hipoteczne
Lokaty i inwestycje
Kredyt CitiBank

Ubezpieczenia samochodowe
DirectLine

ASDA ubezpieczenia
Experian auto-check

 

Telefonia
Skype

Nauka angielskiego
ESKK-ucz się bez wychodzenia z domu!


Podróże
TravelPlanet


Prezenty
Euroflorist-wyślij kwiaty
 

Komiks: Przygody Edzia

O nas     Regulaminy     Praca     Kontakt     Konkursy     Partnerzy     Polish newspaper England UK     Mapa strony     Kanały RSS