Zaloguj się
Czwartek, 29 lipca 2010r. Imieniny: Marty, Konstantego, Olafa
19ArTuR83
19ArTuR83 to nowy uyżytkownik serwisu polacy.co.uk. Zobacz czy Twoi znajomi już tam są!

Czeski sen w Toruniu

26-02-2010
Polish Express PDF

czytaj atykuł
w 264 e-wydaniu

Psi fryzjer, kawiarnia dla mam z dziećmi, sklep z hamakami. Za granicą spotykamy je na każdym kroku, do Polski sprowadzają je nieliczni śmiałkowie. Choć ryzykują, ich przykład pokazuje, że w kraju da się zarabiać, i to nawet na najbardziej szalonych pomysłach.

Polacy Online - Portal Polaków w UK >>

Bigos rządzi na Camden >>

Bartosz Tomaszewski, właściciel „Czeskiego Snu” jak wielu studentów marzył o własnej „imprezowni”, gdzie mógłby organizować koncerty czy pokazy filmowe. Braki finansowe zrekompensował samozaparciem.

Zarobił na zmywaku, zainwestował w sen
– Większość pieniędzy zarobiłem pracując przez kilka miesięcy na zmywaku w Anglii, a lokal wyremontowałem głównie dzięki pomocy przyjaciół - wspomina. Teraz toruńska „galeria muzyczna” przynosi zyski, a były student nie żałuje, że zdecydował się na własny biznes. Miejsce jest wyjątkowe z jeszcze jednego powodu. - Nazwę wziąłem ze świetnego czeskiego filmu – komentuje Bartek. – Choć trudno w to uwierzyć, wysłałem maila do jego twórców, a ci zgodzili się użyczyć mi nazwy i loga. Dzięki takim przykładom coraz więcej z nas przekonuje się, że sukces nad Wisłą jest możliwy. Na pytanie Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości „Czy zamierzasz w przyszłości otworzyć własną działalność gospodarczą?”, aż 40 procent Polaków odpowiedziała twierdząco. - Najważniejsze jest to, aby pomysł na biznes był unikatowy, a biznesplan opierał się na realnych założeniach - radzi Andrzej Arendarski, prezes Krajowej Izby Gospodarczej.
Na naprawdę „unikatowy pomysł” wpadł w 2001 roku Paweł Strzelewicz, który jako miłośnik gier RPG nie mógł już patrzeć na brzydkie, zwyczajne kostki do gry. Sprowadzanie lepszych modeli z zagranicy było zbyt drogie, dlatego założył Q-Workshop i postanowił produkować je sam. W ciągu kilku lat produkcja doszła do 90 tys. rocznie, a obecnie to brytyjskie czy niemieckie firmy składają zamówienia u Pawła, którego firma jest jedną z pięciu najbardziej liczących się na świecie.

Biznesmen z dzieckiem
Pomysłu na firmę szukał też Adam Żelazowski z Warszawy. - Gdy zostałem ojcem uderzyło mnie, że nie ma w pobliżu kawiarni, do której mógłbym zabrać syna - opowiada. - Znałem takie miejsca w Londynie czy Berlinie, ale w Warszawie istniało tylko jedno, i to w odległej dzielnicy. Pomyślałem, że taki biznes to najlepsze wyjście dla ojca na wychowawczym – uśmiecha się. Powstanie „A Kuku” z ulgą przyjęli okoliczni rodzice, którzy wpadają tu na pyszną kawę, podczas gdy ich pociechy buszują w przeznaczonym dla nich kąciku. Działa tu też sklep, a każdą zabawkę maluchy mogą „wypróbować” na miejscu. - To świetny moment na otwarcie takiego biznesu - ocenia Marta, która do „A Kuku” przyjeżdża z synem z podwarszawskiej miejscowości. - Polacy chcą mieć dostęp do takich znanych z telewizji czy pobytu za granicą miejsc, a wciąż jest ich na tyle mało, że każde nowe staje się sensacją. Rzeczywiście, o „A Kuku” pisała już niemal każda gazeta, a TVN Warszawa wyemitowała poświęcony kawiarni program. O Q-Workshop pisały media nie tylko polskie, ale też Harvard Business Review czy Spiel Press. Twórca otrzymał też nagrodę Przedsiębiorcy Roku.

Wino i sushi w odwrocie
Jak widać w branżach debiutujących na naszym rynku o wiele łatwiej o powodzenie niż otwierając kolejny sklep spożywczy czy drogerię. Zdarza się, że przedsiębiorcy obserwując sukcesy, jakie odnosi chwilowo modna dziedzina inwestują w całkiem nietrafione pomysły. Przykładem mogą być tu winiarnie, otwierane przez ostatnie lata niemal na każdej ulicy. - Pomysł zdawał się dobry: Polacy zaczęli coraz bardziej znać się na winach, coraz chętniej je kupowali - komentuje Marek, właściciel jednego z takich upadłych sklepów. - Problem w tym, że na fali „winnej mody” poszerzał się asortyment supermarketów i sklepów osiedlowych, a winiarnie nadal powstawały masowo. Ani się obejrzałem, a w mojej okolicy było ich kilkanaście, dziś zostały dwie - wzdycha. Podobny los spotkał powstające jak grzyby po deszczu sushi bary. Zdawać by się mogło, że sushi zajmie w naszych sercach miejsce pizzy i pierogów, więc restauratorzy bez zastanowienia inwestowali w kolejne lokale. Miejski krajobraz zapełnił się tanimi sieciówkami, droższymi restauracjami i barami serwującymi sushi biurom i firmom. Rynek się zapełnił. - Wszystkim się wydaje, że sushi to świetny interes, ale trudno wyjść na swoje gdy serwuje je co trzecia restauracja, a do tego panuje kryzys - zauważa Oliver Brantsberg z warszawskiego Maguro Sushi. – W takiej sytuacji trzeba starać się przyciągnąć klientów, na przykład obniżając ceny. Mimo to wiele sushi barów upadło, niektóre nie przetrwały nawet trzech miesięcy - wzdycha. Na szczęście, w dobie powszechnie dostępnego internetu nie zawsze trzeba rzucać się na głęboką wodę i inwestować wszystkich oszczędności we własną restaurację czy sklep. Najprościej jest otworzyć swoje miejsce w sieci.

Sklep.pl
Polacy masowo zakładają e-sklepy pełne niespotykanych u nas towarów. Dzięki temu nie ryzykując wszystkiego, mogą sprzedawać co tylko dusza zapragnie, a nazwy mówią same za siebie: Hamaki.pl, Shopdance.pl czy Kadzidla.pl. W sieci upolujemy sprowadzaną z Anglii herbatę, brazylijskie stroje do samby lub czeskie piwo, a limitem jest tylko wyobraźnia sprzedających i ich klientów. W ten sposób dorabiają młode mamy czy osoby z małych miejscowości, które nie miałyby szans na otwarcie sklepu, gdyby nie internet.
Czy opłaca się ryzykować, by otworzyć własne - wirtualne lub realne - miejsce? Historie Bartka, Pawła i Adama pokazują, że tak, a Bartek cytuje motto, które dopingowało go podczas otwierania „Czeskiego Snu”: - Nie ma takiej fantazji, której wola i rozum ludzki nie zdołałyby przekształcić w rzeczywistość.

Sonia Grodek / Fot. GETTY IMAGES

Polacy Online - Portal Polaków w UK >>

Bigos rządzi na Camden >>

© Fortis Media Limited 2004-2010

Użytkownicy strony polishexpress.co.uk nie mogą wykorzystywać tekstów do celów komercyjnych bez wiedzy i pozwolenia Redakcji tygodnika Polish Express. Kopiowanie, redagowanie i wykorzystywanie w innych celach publikowanych tu tekstów wymaga indywidualnej zgody Redakcji. Kontakt do redakcji: internet@polishexpress.co.uk.

Tagi: pomysł, biznes, interes

02-03-2010 13:22 sojek
W Polsce nie jest tak łatwo założyć i rozkręcić własny interes. Nie tylko liczy się pomysł, czy środki finansowe, ale i biurokracja. Stanie w długich kolejkach, dostarczanie dokumentów, rejestrowanie wszystkiego. Wydawało się, że jak mieszkam w Krakowie to będzie wszystko łatwiej. Nawet nasz prezydent wyznaczył w urzędzie miasta grupę ludzi do obsługi tych, którzy chcą rozpocząć własną działalność, co miało przyspieszyć cały proces. Jak się okazuje wcale nie jest sprawniej, ale zawsze to jakiś krok do przodu. Sam ze swoim biznesem wystartowałem z tak zwanego Inkubatora. Jeśli jesteś studentem i pragniesz działać na własną rękę, próbuj dowiedzieć się czegoś na swojej uczelni, która prawdopodobnie organizuje różnego rodzaju konkursy. Kiedyś podobne projekty oferował Urząd Pracy, który dysponuje środkami finansowymi z Unii Europejskiej. Jeśli masz biznes plan i wierzysz w jego powodzenie, nie zwlekaj z uzyskaniem informacji i aplikuj, bo ktoś może cię ubiec.
REKLAMA

 

Czytelnia

 

Dzwonek skomponowany przez zdobywcę Oskara za piosenkę „Jai Ho” do filmu „Slumdog Millionaire” - AR Rahman’a dostępny w nowym portalu muzycznym.
Czy brałeś kiedyś pod uwagę karierę, jako makler giełdowy? Czy wiesz, ze wiele osób zarabia na walutach od 100 tysięcy do 2 milionów funtów rocznie, a niektórzy maklerzy zaczynają z kontem poniżej 10 tysięcy funtów
Jak może wyglądać trasa wycieczkowa „Polskie ślady w Londynie”? Anglicy koniecznie chcieli zobaczyć kościół św. Boboli, POSK oraz słynną „ścianę płaczu”. Cieszyli się jak dzieci, że odkrywają w swojej stolicy coś nowego.
W Wielkiej Brytanii można zaobserwować kolejną falę polskiej emigracji. W wyniku ogólnoświatowego kryzysu ekonomicznego tysiące Polaków opuściło Królestwo i podjęło decyzję o powrocie do ojczyzny. Teraz znowu po raz kolejny decydujemy się opuścić kraj z powodu trudnej sytuacji gospodarczej, jaka panuje we wschodniej Europie.
Podczas globalnej konferencji TED, jajogłowi kujoni stają się piekielnie atrakcyjnymi wynalazcami. Okazuje się, że nowoczesne technologie są nie tylko przydatne, ale i seksowne.
„To był najlepszy czas, to był najgorszy czas” – pisał Karol Dickens w „Opowieści o dwóch miastach”. Dokładnie to samo można powiedzieć o pewnym tygodniu w lipcu, pięć lat temu, który na zawsze zmienił oblicze Londynu.
 << Poprzednia
Strona:  
REKLAMA

3.06
4
4.79

nasze galerie

Zakupy przez Internet
Zwroty podatku
EuroTax

Finanse
Kredyty hipoteczne
Lokaty i inwestycje
Kredyt CitiBank

Ubezpieczenia samochodowe
DirectLine

ASDA ubezpieczenia
Experian auto-check

 

Telefonia
Skype

Nauka angielskiego
ESKK-ucz się bez wychodzenia z domu!


Podróże
TravelPlanet


Prezenty
Euroflorist-wyślij kwiaty
 

Komiks: Przygody Edzia

O nas     Regulaminy     Praca     Kontakt     Konkursy     Partnerzy     Polish newspaper England UK     Mapa strony     Kanały RSS