Zaloguj się
Piątek, 3 września 2010r. Imieniny: Joachima, Liliany, Szymona
felicjan123
felicjan123 to nowy uyżytkownik serwisu polacy.co.uk. Zobacz czy Twoi znajomi już tam są!

Dwa strupy na piętrze

29-01-2009
Polish Express PDF

czytaj atykuł
w 207 e-wydaniu

„Wziąć sobie strupa na głowę” - to powiedzenie dość popularne w niektórych rejonach Polski. Ta „dermatologiczna” metafora określa sytuację, w której ktoś na własne życzenie napytał sobie biedy. Tak, jak na przykład Artur Molga z Londynu. Ta historia ma przestrzec innych, by nie poszli w jego ślady.

The Sun: Poradnik oszusta podatkowego >>

Ostatni taki squat >>

Miłe złego początki

Przyjechał tu trzy lata temu i zamieszkał u ciotki w jednym z domów na Seven Sisters w północno-wschodnim Londynie. Znalazł niezłą pracę i po roku doszedł do wniosku, że warto byłoby sprowadzić żonę i dziecko. Pomysł był następujący: żona przyjedzie i pójdzie do pracy, ale tylko na pół etatu, bo przecież ktoś musi opiekować się dzieckiem. Umyślili sobie, że Monika będzie pracować wtedy, kiedy Artur, ratownik medyczny, będzie miał wolne po nocnej zmianie. Znalezienie pracy dla Moniki nie nastręczało większej trudności. Kiedy przyjechała z Patrycją, już następnego dnia mogła iść do pracy, do coffee shopu. Z poszukaniem lokum też nie było problemu - ciotka szykowała się do opuszczenia Londynu i można było przejąć od niej dom. Artur miał trochę oszczędności, więc wpłacił w agencji depozyt i czynsz za dwa miesiące z góry, po czym przejął sukcesję po ciotce.

Jeden drobny problem

W tej części dzielnicy mieszka sporo Polaków - polskie sklepy, polski pub, jakieś warsztaty, myjnia, też polskie.
Domek niewielki, sądząc z wyglądu schludny i niestary. Otwiera mi młody, szczupły mężczyzna. Pierwsze co uderza, to wielkie zmęczenie i bladość malujące się na jego twarzy:

- Praca i kłopoty - uśmiecha się smutno, zdając sobie sprawę, że jego widok porusza. Dom ma trzy pokoje, salon, kuchnię i łazienkę.

- Trochę za duży na trzyosobową rodzinę. Wystarczyłyby nam w zupełności dwa pokoje. Dlatego jeden, ten na piętrze, postanowiliśmy wynająć i tym samym zmniejszyć koszty wynajmu.

Reakcja na ogłoszenie była dość szybka. Po dwóch dniach od jego zamieszczenia zjawiło się dwóch młodych mężczyzn, którym pokój bardzo się spodobał, tym bardziej, że był dostęp do internetu i telewizja satelitarna. Nowi lokatorzy sprawiali dobre wrażenie, nawet deklarowali pomoc przy pracach domowych, toteż Artur był bardzo zadowolony. Uzgodniono cenę depozytu i czynszu (za dwa tygodnie plus czynsz za tydzień płatny z góry).

- Tak, tylko że jest jeden drobny problem - odpowiedzieli chórem.

Ów „drobny problem” to 360 funtów.

- Akurat kasy nie mamy, ale będziemy mieli - druga część zdania brzmiała dla Artura bardziej pocieszająco, mimo niesprecyzowanego terminu. Niestety, był jeszcze „suplement”: - Tylko że nie wiemy, kiedy.

Przecież to rodzina

Od tego czasu Artur zaczął blednąć.
Lokatorzy od czasu do czasu rzucali mu jakieś drobne w postaci 20, 30 funtów, a miało być przecież 120 tygodniowo. Jakby tego było mało, w pokoju na piętrze zamieszkał dziki lokator, który okazał się kuzynem jednego z dwóch mieszkańców tego pokoju. Przez jakiś czas go ukrywali, a kiedy Artur zareagował, jeden z nich powiedział:

- O co ci chodzi, przecież to rodzina, a nie żaden obcy.

„Rodzina” mieszkał długo i szczęśliwie, i wcale nie zamierzał się wyprowadzić. Mało tego, towarzystwo na piętrze stawało się coraz liczniejsze i z równą częstotliwością dochodziło do pijatyk i bijatyk.

Picio-bicie

Po każdej imprezie w korytarzu stał foliowy wór pełen puszek po piwie. Stał, ponieważ lokatorzy uznali, że sprzątanie po nich to obowiązek landlorda. Ponadto „strupy” zaciągały się nie tylko dymem papierosowym. Te hałaśliwe imprezy dawały się we znaki szczególnie dziecku, które stało się nerwowe i zdezorientowane. Po kolejnej „imprze” Artur chwycił za telefon i zadzwonił po policję. Stróże prawa, owszem, przybyli, ale ponieważ nie było trupów, a nawet nikt nie krwawił, więc szybko się oddalili. Nie była to pierwsza próba zainteresowania policji tym, co wyprawiają „struposze” u Artura w domu. Tymczasem pijatyki połączone z rękoczynami zaczęły przybierać na sile, kapeć dymu z wypalanej marihuany tężał z dnia na dzień, a na korytarzu, oprócz butelek po wódce i puszek po piwie, walały się fifki z niedopalonym „ziołem”. I w tym Artur upatrzył szansę na pozbycie się „strupów”.

Eee, to tylko narkotyki

Policja, owszem, zgłoszenie przyjęła, ale nikt się nie pojawił. Anonse poprzez antynarkotykową „czerwoną linię” też na niewiele się zdały. Czyżby po cichu brytyjski parlament zalegalizował narkotyki klasy C?
Z rozmów z mieszkańcami dzielnicy wynika, że „Polakowo” na Seven Sisters traktowane jest przez policję eksterytorialnie i jeśli coś się dzieje pomiędzy Polakami, co wymagałoby interwencji stróżów porządku publicznego, to raczej nie ma na nich co liczyć. Nie wtrącają się.

- Z nimi jest tak samo, jak z tutejszymi lekarzami. Dopiero jak człowiek umiera, wtedy może liczyć na coś innego niż paracetamol - kąśliwie zauważa Beata Szufel, sąsiadka Molgów.

Stracił kilogramy i pieniądze

Artur stracił już nadzieję, że odzyska pieniądze. Mało tego, zaczął płacić więcej za gaz i elektryczność, bo ogrzewanie, podobnie jak telewizor, „hula” non stop, nawet, gdy „struposzy” nie ma w domu. Tak więc straty, licząc z czynszem, wynoszą ponad 500 funtów miesięcznie - za wynajem domu opłata wynosi 1400 funtów, więc idzie na to prawie cała pensja Artura. Żyją z pensji Moniki, która zarabia na pół etatu 500 funtów. Oszczędności zero. Kiedy zwrócił uwagę lokatorom, że marnują prąd i gaz, jeden z nich odrzekł:

- No i co z tego, przecież to nie my płacimy rachunki.

I teraz najgorsze. Artur nie ma prawa wyrzucić „struposzy” pomimo tego, że mu nie płacą. Nie może odciąć im gazu, prądu, wody, ba, nawet internetu i satelity. Brytyjskie prawo chroni lokatorów. Ci dwaj dobrze o tym wiedzą, o czym nie omieszkali go poinformować. Wręczył im wypowiedzenie umowy (Notice to Quit), ale tym, czy eksmisja jest zasadna zajmie się sąd, nie wcześniej jednak niż za miesiąc od wszczęcia sprawy. Horror w domu na Seven Sisters może więc potrwać dość długo.
W listopadzie ubiegłego roku Artur zaczął biegać, bo chciał schudnąć, ale już przestał. W ciągu miesiąca stracił 15 kilogramów. To jedyny pożytek z tego, że pewnego październikowego popołudnia przyjął pod swój dach lokatorów.

Postaramy się pomóc panu Arturowi oraz innym osobom, które znalazły się w podobnej sytuacji. W związku z tym prosimy Czytelników o informacje do redaktora dyżurnego - tel. lub SMS 078 1485 7108 na temat takich przypadków.

Janusz Młynarski

The Sun: Poradnik oszusta podatkowego >>

Ostatni taki squat >>

© Fortis Media Limited 2004-2010

Użytkownicy strony polishexpress.co.uk nie mogą wykorzystywać tekstów do celów komercyjnych bez wiedzy i pozwolenia Redakcji tygodnika Polish Express. Kopiowanie, redagowanie i wykorzystywanie w innych celach publikowanych tu tekstów wymaga indywidualnej zgody Redakcji. Kontakt do redakcji: internet@polishexpress.co.uk.

Tagi: Londyn, emigracja, dom, mieszkanie, londyn, landlord

18-02-2009 10:31 niestety
niestety, ale opisane przypadki to moim zdaniem jak najbardziej naturalne nastepstwa dwoch istniejacych problemow: bezmyslnej i od poczatku znanej samoizolacji Polakow, oraz tego, ze jest nas po prostu na jeden obcy kraj, w tak krotkim czasie zbyt wiele. Plus polska mentalnosc, gdzie drugiemu Polakowi czesto nie potrafimy odmowic: 'ach tak, oczywiscie; nie, nie, alez nie ma problemu, panu jest ciezko', po czym dopiero potem przychodzi czas na racjonalne myslenie i szukanie pomocy. Mysle, ze musimy nauczyc sie najpierw myslec TYLKO o sobie, a do pomocy innym, szczegolnie w tym kraju, jest bardzo wiele roznych organizacji. Wystarczy zagladnac do ksiazki telefonicznej lub w internet. Dodam jeszcze, odnosnie narzekan wzgledem tego jak jestesmy traktowani przez wszelkiej masci tubylcow, ze moze powinnismy przestac patrzec na ten kraj jak na wredne miejsca do zarabiania pieniedzy i sprobowac spedzic wiecej czasu na prawdziwym poznawaniu zarowno samego kraju, jak i jego kultury, jezyka, oraz mieszkancow; i nie jest to rownoznaczne z ocenianiem i porownywaniem 'do naszej jedynej najlepszej Polski'. Z wlasnego doswiadczenia wiem, ze efekty zwykle przerastaja oczekiwania. Poszukajmy jakosci w innosci!
16-02-2009 16:47 zalamana
w umowie jest ze musi wykonac te prace tak jak mowicie. sek w tym ze on ma w nosie robienie czegokolwiek. dzwonilam, pisalam, straszylam, nachodzilam go w biurze ... na nic to sie zdalo. poszlam do CAB a tam housing solicitor powiedzial mi ze "wlasciciel nie jest zobowiazany do zapewnienia ogrzewania w domu i ze jak mam kontakty i prad to moge sobie kupic ogrzewacz i wlaczyc elektryczne ogrzewanie". pamietam ze bylam w szoku jak profesjonalisci radza ludziom. poza tym bojler chyba jest zepsuty bo nie moge wyregulowac cieplej wody. mam wybor: albo wrzatek albo lodowata woda, nawet juz nie zimna. ale co do tego kiedy ma leciec zimna a kiedy wrzatek to juz nie mam. istny cyrk. teraz tylko pomyslcie jak milo jest brac prysznic w czyms takim. zglosilam to jakis czas temu i nadal nic ... on twierdzi ze bojler jest w porzadku. na dodatek w kuchni pewnego wieczoru eksplodowala mi zarowka. cale szczescie ze bylam odwrocona tylem i szklo rozpryslo sie tylko po moich plecach. a moj landlord na to "ze zarowki moga eksplodowac i to jest normalne bo u niego w domu zarowki ciegle wybuchaja" ... i co wy na to? bylam juz z tym nawet w City Council ... ale tam im sie najwyrazniej nie spieszy bo juz niedlugo bedzie 3 miesiace jak go zmuszaja do zrobienia czegokolwiek a on nadal nic. eh to angielskie prawo a raczej bezprawie
16-02-2009 14:56 Pani Maria
landlord ZAWSZE jest odpow. za ogrzewanie, wode itd

What is the landlord responsible for?

* repairs to the structure and exterior of the property, heating and hot water installations, basins, sinks, baths and other sanitary installations

http://www.direct.gov.uk/en/HomeAndCommunity/BuyingAndSellingYourHome/LettingYourHome/DG_4001391
16-02-2009 14:53 Ewelina
a co wlasciciel mowi? co masz napisane w umowie? jak masz napisane ze on musi wykonywac naprawy, to musi to zrobic.
16-02-2009 14:29 zalamana
Ewelina dzieki za podpowiedz ale w tym biurze juz bylam i mi powiedzieli ze "wlasciciel nie musi zapewniac mi ogrzewanie w domu". poza tym jakos juz na wlasna reke staralam sie cos zrobic ale marnie to idzie. w dodatku jak nie zaplace czynszu to po 6 tygodniach wlasciciel moze mnie wywalic z nakazem sadowym bo przepisy sa nowe i teraz bardziej chronia wlascicieli mieszkan niz lokatorow. myslalam tez o tym aby "odmieszkac" depozyt i sie wyniesc ... ale serio nie wiem czy nie bede miala zadnych prawnych konsekwencji ...
16-02-2009 14:09 ewelina
z reguly landlord jest odpowiedzialny za grubsze naprawy (dach itd) a tenant na przyklad za przeciekajaca rure.
sprawdz co masz w kontrakcie, chopciaz moim zdaniem okna i ogrzewanie to grubsze sprawy.

generalnie jezeli szkody sa takie ze uniemozliwaja normalne mieszkanie to masz prawo nie placic czynszu dopoki nie zostana naprawione.

mozesz tez naprawic z wlasnej kieszeni i odebrac sobe z czynszu (napisz wczesniej landlordowi list na pismie ze zamierzasz tak zrobic jezeli np w ciagu 14 dni on nic nie zrobi).
citizens advice bureau pomaga w czyms takim.
16-02-2009 13:49 zalamana
sluchajcie ja z kolei mam problem z wlascicielem mieszkania/wlascicielem agencji. nie moge od niego wyegzekwowac zadnego tzw maintenance. ogrzewanie zepsulo sie na jesieni, okno polamane mam juz od 4 miesiecy a on nie robi nic poza pobiereniem czynszu. czy jest cos co moge zrobic?
09-02-2009 17:38 Pani Maria
nie tylko przy seven sisters! wszedzie sie znajda tacy. ja mieszkam na Ealingu i tez jest pelno polskiej holoty. czasem az wstyd!
09-02-2009 15:36 anusska93

Komentarzy: 2

mieszkam pprzy seven sisters i wiem jacy sa tam niektorzy polacy:( wspolczuje temu czlowiekowi i jego rodzinie
08-02-2009 19:04 wyrocznia
...i ja tez niestety okazalem sie wspolczuciem,bo przyjalem pod dach,lokatora,ktory wrecz plakal w drzwiach,ze nie ma gdzie mieszkac,a i kasy nie mial,ale ze niby zaczal pracowac na stale,to poszedlem na reke i przyjalem pod dach. I nastala z czasem ta sama sytuacja co u autora tego artykulu.Tylko ze ja nie przestraszylem sie tej patologii polaczkow i grozb,jakich to on(lokator)niby mafiozow zna.
Nie dzwonilem na policje,bo wiem ze to nie ma sensu,wiec zwierzylem sie pewnemu znajomemu Jugolowi o swoich problemach i klopoty mojej glupoty sie skonczyly.Kosztowalo mnie to kilka setek,i nie wiem jakie lekarstwo przyjal ow lokator i nie wiem od kogo,ale sam sie wyprowadzil przepraszajac za wszystko i nawet zadeklarowal ze splaci zadluzenie,ale do dzisiaj go nie widzialem,a minal juz rok.
03-02-2009 17:28 julian
powinien isc do sadu o nakaz eksmisji nieplacacego tenanta. nie mozna mieszkac jak sie nie placi!
30-01-2009 11:11 pani maria
dlaczego on nie zmieni zamkow jak wyjda z domu i nie wystawi im rzeczy na ulice???
29-01-2009 17:37 pjck
Mam podobny problem.

Skomentuj

Zarejestruj się, aby nie wprowadzać kodów z obrazka (zarejestruj się)

Redakcja Polish Express nie bierze odpowiedzialności za treść komentarzy zamieszczonych przez internautów. Należą one do osób, które je zamieściły.
Dodając komentarz akceptujesz nasz regulamin.

REKLAMA

 

Czytelnia

 

- Przyszłam do pani, ponieważ jestem osobą bardzo nerwową, źle sypiam i nie jestem po prostu szczęśliwa. Nic mi się nigdy w życiu nie udaje, jeśli założę sobie jakiś plan, to najczęściej kończy się on poczuciem rozczarowania. Nie znoszę swojej pracy, moje małżeństwo jakby się wypaliło, nie widzę sensu i celu, nie wiem, czego szukam, ale czuję, że już dłużej tak być nie może. Proszę o pomoc.
Zdarza się, że pacjenci przychodzą do mnie nie tylko z prośbą o pomoc w rozwiązaniu jakiegoś problemu, ale także z prośbą o analizę ich snów. Trudno im czasem zinterpretować powtarzający się sen, zrozumieć jego przeslanie czy informację w nim zawartą. Informacje wypływającą z umysłu podświadomego.
Moim problemem jest ogromna niepewność i brak akceptacji siebie. Mam problem w relacjach międzyludzkich. Nie jestem asertywna, raczej uległa, a to rujnuje mi życie.
Zdarzyło mi się niedawno być uczestnikiem seminarium z osobistego rozwoju w Londynie - fantastyczne doświadczenie! Dużo zabawy i humoru, a jednocześnie wnikliwa analiza własnego wnętrza.
O tym, że z PETĄ nie należy zadzierać wie niejedna gwiazda i niejeden projektant mody.
Wzbudzające grozę skandale pedofilskie wstrząsnęły ostatnio Polską. Są tak oburzające i liczne, że być może staną się nawet początkiem ostatecznej laicyzacji społeczeństwa.
 << Poprzednia
Strona:  
REKLAMA

3.09
3.96
4.76

nasze galerie

Komiks: Przygody Edzia

O nas     Regulaminy     Praca     Kontakt     Konkursy     Partnerzy     Polish newspaper England UK     Media o nas     Mapa strony     Kanały RSS