Zaloguj się
Czwartek, 24 maja 2012r. Imieniny: Joanny, Zdenka, Zuzanny
PolKwiat
Get Adobe Flash player
MadAngel
MadAngel to nowy uyżytkownik serwisu polacy.co.uk. Zobacz czy Twoi znajomi już tam są!

Gdzie znikają Polacy?

08-01-2008

Od 2004 roku w Wielkiej Brytanii przepadło jak kamień w wodę prawie dwa tysiące Polaków. Tylko promil z nich zostanie odnalezionych przypadkiem w lesie, rzece lub jeziorze. Reszta żyje i ma się bardzo dobrze lub bardzo źle, ale i tak lepiej niż w Polsce.

Ostatni połów Jacka >>

"Maddie - prawda kłamstwa" już w księgarniach >>

Polacy znikają w całej Europie, częściej mężczyźni. Najczęściej we Włoszech i Hiszpanii, rzadziej w Niemczech, Holandii i Wielkiej Brytanii, choć w mijającym roku na Wyspach zjawisko to przybrało na sile.

Bartek, czterdziestolatek z północnej Polski, pracował najpierw w jednym z warszawskich centrów finansowych. Zarabiał dobrze, więc była żona otrzymywała na dziecko wysokie alimenty. Do czasu, bo dla firmy przyszedł gorszy okres i zaczęło się cięcie kosztów. Niestety, zaczęto od Bartka. Nową pracę dostał szybko, ale zarabiał zdecydowanie mniej niż poprzednio. Na dodatek związał się z kobietą, z którą planował małżeństwo. Ponieważ zarabiał niewiele, zaczął wysyłać niższe alimenty. Nowy status materialny nie obchodził jednak ani byłej małżonki, ani sądu. Komornik bezpardonowo kasował mu z poborów taką kwotę, jaką płacił poprzednio.

Zniknął, bo komornik…

- Nie miałem nic przeciwko płaceniu alimentów, ale przy tych dochodach nie wyrabiałem. Przecież właściciela mieszkania, które wynajmowałem, nie obchodziło to, że zarabiam mniej niż przedtem. Tańszego mieszkania też znaleźć nie mogłem, bo moje dotychczasowe było akurat najtańsze, jakie można sobie wyobrazić.

Nękanie przez komornika stawało się coraz dotkliwsze, bo Bartek zobowiązany został również do zapłacenia jakiegoś wyrównania, jakichś kosztów i innych opłat. Pewnego dnia wszystkie te papiery podarł i wyrzucił do kosza.

- Co robisz? - zapytała go narzeczona. - Żegnam się z ojczyzną - odpowiedział. – I ty też się żegnasz.

Dwa dni później z biletami w ręku pojawili się na Okęciu. Wylądowali w Londynie, a stamtąd pojechali do Brighton. Praca w restauracji, zmywanie naczyń i sprzątanie. Zarobki dobre, do tego doszły nadgodziny. Bartek zerwał wszelkie kontakty ze znajomymi, ale tylko z tego powodu, by nie namierzyły go żadne niemiłe polskie instytucje, jak sądy, zusy czy inne prokuratury. Po pół roku milczenia młodszy brat Bartka rozpoczął poszukiwania na własną rękę. Porozsyłał ogłoszenia w Internecie. Na jedno z nich natknął się Bartek i na dobre się przestraszył - rozgłos był ostatnią rzeczą, na której mu zależało. Zadzwonił do brata, powiedział co i jak, więc brat zakończył akcję poszukiwawczą. Była żona nie robiła poważnych problemów - dostawała co miesiąc przyzwoitą kwotę pieniędzy za pośrednictwem matki Bartka.

Mija już drugi rok od wyjazdu. Jedni o Bartku zapomnieli, a ci, którym przepisy prawne zapomnieć nie pozwalają, są przekonani, że Bartek jest w Nowej Zelandii albo Australii. Matka zawsze mówi, że dokładnie nie wie, bo syn się z nikim nie kontaktuje, z nią również.

Zniknął, bo niewinny

Marcin jest poszukiwany przez policję. Mówi, że za jakieś „drobne wałki”. Że niby VAT wyłudzał, będąc członkiem zorganizowanej grupy przestępczej. Twierdzi, że to nieprawda, bo całą aferę zmontowało CBŚ. Kilku chłopaków poszło już do aresztu, ale on zdążył uciec.

- „Łosie” (funkcjonariusze CBŚ - przyp. autora) nie pomyślały o tym, żeby zastrzec mój paszport w Straży Granicznej, dzięki czemu spokojnie przyjechałem do Holandii.

Tam mieszkał i pracował wraz ze znajomymi, lecz pewnego dnia zniknął. Nikt specjalnie go nie szukał. - W Amsterdamie znika codziennie kilkanaście osób. Marcin odnalazł się w Bristolu, na Wyspach, ale nikt o tym nie wie i raczej się nie dowie, poza rodzicami. Bracia się nie dowiedzą, bo mogą wychlapać żonom, a jak te się zejdą na plotach, to zaraz cała Polska będzie wiedzieć.
Kolejny emigrant Marek też zaginął, i to przed kilkoma laty. Wyjechał do pracy w Irlandii. Popracował tam trzy miesiące i przyjechał do Anglii, bo firma, w której pracował, dostała tam wieloletni kontrakt. Do rodziny już się nie odezwał. Ma już nową. Poinformował o tym żonę, gdy dowiedział się, że pokazano jego zdjęcie w programie „Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie”. Ale tym, że ona wzięła na jego wyjazd kredyt, i że zostawił dzieci bez środków do życia, akurat się nie przejmuje.

Zniknął, bo ambitny

Tomek jest menelem i żyje w pijackiej komunie. Kiedyś pił mało, nie palił. Teraz pije dużo, pali, a od czasu do czasu przyćpa. Wyjechał do Londynu do pracy. Jest dobrym glazurnikiem, tacy są tu w cenie. Kiedy żył normalnie, zarabiał nawet i trzy tysiące funtów miesięcznie. W Polsce też nie było mu źle. Wraz z kolegą wyciągali od czterech do pięciu tysięcy złotych miesięcznie kładąc kafelki w podwarszawskich willach. W Legionowie, w którym mieszkał, sąsiedzi i koledzy zazdrościli mu nowego samochodu, sprzętu elektronicznego, ciuchów i tego, że zawsze był przy forsie. Przed wyjazdem chwalił się, że tam dopiero się dorobi. W jeden dzień tyle, co w Polsce przez tydzień, a za trzy lata przy drodze do Warszawy miała stać willa z basenem i kortami, pomimo tego, że Tomek w tenisa grać nie umie. Z początku dzwonił do kumpli podnosząc im w organizmach poziom żółci. Aż w końcu dzwonić przestał. Do rodziców też już się nie odzywał. Poszukiwali go przez „Itakę”, „Ktokolwiek widział...”, ale bez skutku. W okresach trzeźwości Tomek obiecuje sobie, że już następnego dnia skończy z takim życiem. Wyprowadzi się ze squatu, przestanie pić i zacznie odkładać pieniądze. Jeszcze pokaże wszystkim, na co naprawdę go stać. Matka Tomka na wieść o tym, że jej syn żyje, milknie na chwilę, a później w słuchawce rozlega się łkanie. Cały czas wierzyła, że jej jedyny syn żyje, tylko coś nie pozwala mu się odezwać. Fakt zaginięcia zgłosiła na policję w Legionowie. Wszczęto poszukiwania, ale wieści z Anglii nie przychodziły żadne - ani dobre, ani złe. Jego koledzy w duchu nawet się cieszyli: - cwaniakował, cwaniakował i przestał cwaniakować.
Tomek jeszcze nie chce rozmawiać z matką. Twierdzi, że nie jest na to przygotowany psychicznie.

- Tomaszek zawsze był ambitny, nie powiodło mu się i dlatego może się wstydzić, ale najważniejsze, że żyje – komentuje jego rodzicielka.

Zniknął na przepustce

Damian wyszedł na przepustkę z więzienia. Ot, taka przerwa w odbywaniu kary za dobre sprawowanie. Z pięcioletniej kary za rozbój odsiedział dwa lata i więcej nie zamierzał. Wyjechał na paszport kolegi, który nawet niespecjalnie był do niego podobny. Nikt za nim nie płacze, on zresztą też nie ma za kim. Ojciec pijak, matka pijaczka, młodsze rodzeństwo w domu dziecka. Kumple też mieli go w nosie, kiedy siedział w kryminale. Poza jednym - tym co mu dał paszport i przynosił szlugi do kryminału. To właśnie on rozpuścił famę, że Damian nie żyje, że zabito go w Niemczech. - Tu, w Londynie, ma spokój. Handluje trochę dragami, trochę fajkami, obraca kradzionymi laptopami, komórkami. Czasem zdarzy mu się stanąć na bramce w jakimś klubie czy dyskotece, przekręcić na kasę jakiegoś naiwnego rodaka. Jeździ samochodem bez prawa jazdy i nikt mu złego słowa nie powie.

Brak danych o zniknięciach

To kilka najbardziej typowych przypadków zaginięć, które należałoby pomnożyć przez... no właśnie, przez ile? W treści artykułów o zaginięciach nie można pominąć statystyki, ale niby skąd czerpać dane, skoro żadne ze źródeł nie daje gwarancji ich prawdziwości? Swego czasu próbowali zmierzyć się z tym problemem dziennikarze „Wprost”. Zależało im na tym, by poznać liczbę zaginięć Polaków oraz sprawdzić, w jakich krajach dochodzi do nich najczęściej. Okazało się, że nikt nie prowadzi takich statystyk. Ani Komenda Główna Policji, która dysponuje jedynie ogólną liczbą zgłoszeń, ani Ministerstwo Spraw Zagranicznych, w którym jest podobnie. Żeby było ciekawiej, to dane KGP i MSZ różniły się między sobą dość istotnie, bo nie można chyba 50-procentowej różnicy określać jako nieistotnej. Organizacją, która dysponuje danymi na temat zaginionych Polaków z podziałem na kraje jest Fundacja „Itaka”, ale są to dane niepełne. Bo tylko część rodzin zwraca się do niej o pomoc.

Ostatni połów Jacka >>

"Maddie - prawda kłamstwa" już w księgarniach >>

Janusz Młynarski
j.mlynarski@polishexpress.co.uk

Jeśli poszukujesz osoby zaginionej, to nie masz co liczyć ani na polską Komendę Główną Policji, ani Ministerstwo Spraw Zagranicznych. Dlaczego? Bo instytucje te nie prowadzą statystyk Polaków, którzy przepadli jak kamień w wodę poza granicami naszego kraju. Odnotowują tylko zgłoszenia i na tym koniec. Pomocna może okazać się Fundacja „Itaka”, ale i ona dysponuje jedynie danymi niepełnymi. Czasami udaje się kogoś odnaleźć za pośrednictwem telewizji.
 

Tagi: poszukiwania, zaginiony, bezdomność, ktokolwie widział ktokolwiek wie, zaginięcia

24-05-2012 23:34 POLISH EXPRESS

Skomentuj

Zarejestruj się, aby nie wprowadzać kodów z obrazka (zarejestruj się)

Redakcja Polish Express nie bierze odpowiedzialności za treść komentarzy zamieszczonych przez internautów. Należą one do osób, które je zamieściły.
Dodając komentarz akceptujesz nasz regulamin.

REKLAMA

 

Czytelnia

 

Członkowie służb ratunkowych oraz sił zbrojnych wystawili swoje medale na e-bayu. Wycenili je na 150 do ponad 300 funtów.
Jeśli posiadamy 2 tysiące funtów w swoim budżecie, możemy stać się posiadaczami jednego ze znaków firmowych Wielkiej Brytanii – czerwonej budki telefonicznej.
Aresztowano 18-letnią matkę porzuconej pod Domem Polskim w Reading 3-tygodniowej dziewczynki.
Dwudziestu pięciu strażaków nie odważyło się wejść do płytkiego stawu w Południowym Londynie, by uratować mewę uwięzioną w plastikowej torbie.
Liczba osób, które muszą czekać powyżej 18 tygodni na podjęcie leczenia wzrosła o 27% od kiedy rządząca koalicja objęła władzę.
Na szkolnej stołówce 6-letnia dziewczynka otrzymała chleb z dżemem zamiast gorącego obiadu. Wszystko przez 4 funty zadłużenia matki.
 << Poprzednia
Strona:  
REKLAMA

© Fortis Media Limited 2004-2012

Użytkownicy strony polishexpress.co.uk nie mogą wykorzystywać tekstów do celów komercyjnych bez wiedzy i pozwolenia Redakcji tygodnika Polish Express. Kopiowanie, redagowanie i wykorzystywanie w innych celach publikowanych tu tekstów wymaga indywidualnej zgody Redakcji. Kontakt do redakcji: internet@polishexpress.co.uk.

Get Adobe Flash player
3.48
4.37
5.45


nasze galerie


  Pasaż finansowy

Tanie i szybkie ubezpieczenie samochodu >>

Odszkodowania wypadkowe. Pomoc porady >>

Ubezpieczenia na motocykle ukUbezpieczenie na motocykle Darmowa ochrona z RAC>>

Ubezpieczenie na życie
od £5 na miesiąc ASDA >>

 

Open publication - Free publishing - More nespaper

Komiks: Przygody Edzia

English Info         O nas     Regulaminy     Praca     Kontakt     Konkursy     Partnerzy     Media o nas     Mapa strony     Kanały RSS
Wypadek     Wypadek w pracy     Polski Londyn     Laif     Polacy w uk     Panorama Magazine     Polska Plus     Praca w Londynie     Zwolnienie z pracy     Wypadek praca     Wypadek samochodowy     Zaniedbania medyczne     Zatrucie pokarmowe     Wypadek na wakacjach     Wypadek w miejscu publicznym     Utrata pracy