Ja wiem, że królowa jest tylko jedna, ale rzeczona królowa po pierwsze mieszka w Polsce, po drugie wszystko kupuje za cenę wyjściową – czyli maksimum tego, co dla mnie musi kosztować minimum. Moja złota zakupowa zasada brzmi: „kupuj tylko niezbędne maksimum”.
Kiedy rzucił mnie Rysio – kupiłam sobie na pocieszenie futro z norek. Prawdziwych! Wprawdzie w charity shop, ale prawie nie zniszczone i wygląda na mnie jak za milion funtów! Kiedy pokłóciłam się z Sebastianem - zrobiłam sobie permanentny make-up ust – akurat była 30-procentowa promocja w salonie beauty na Camden – wracając do domu zahaczyłam jeszcze o Primark, gdzie kupiłam odlotowe złote kolczyki za 1/2 ceny. Za to kiedy kolejny facet powiedział mi, że jestem zakupoholiczką i on już nie nastarcza z zarabianiem forsy na moje zakupowe fanaberie – zrobiłam prawo jazdy i kupiłam pięknego, minimorrisa z małym przebiegiem (był oczywiście mocno przeceniony – ze względu na swój niecodzienny kolor – ktoś pomalował go w różnokolorowe kwatki). No i tak to się zaczęło... Od dawna żyję już tylko dla wyprzedaży, okazji i promocji. Zasypiam z nadzieją, że sen odbębnię jak najszybciej, a potem rano... rano znowu zacznę swoje polowanie! Już przykładając wieczorem twarz do poduszki - wysmarowaną kremem „Clinique” z promocji „ kup 2 kremy 3 dostaniesz gratis myślę o ekstazie, która ogarnie mnie, kiedy upoluję cudeńko w fantastycznej, okazyjnej cenie. Pod poduszką chowam sobie całą mapę Londynu z zaznaczonym nawet najmniejszym sklepikiem i ofertami wyprzedażowymi z jakimi się ogłasza (kolorowe pisaczki do zaznaczania kupiłam tydzień temu w promocji w ASDA-₤0.99).
Ślędzę każdą informację – nic się przede mną nie ukryje. Słowo „sales” wywołuje u mnie dresze rozkoszy. Jestem niczym Sherlock Holmes przemykający ulicami, tyle tylko, że zamiast peleryny w kratę, czapki i fajki w ustach - mam inne nieodłączne atrybuty „wyprzedażowego detektywa” – panterkową tuniczkę (Top Shop – przecena z ₤32 na ₤19.99 – owoc tegorocznej wyprzedaży), piękne wężowe szpile na platformach ze złotym łańcuszkiem wokół kostki (Barrats – sales z tamtego sezonu z ₤62 na ₤39.90), okulary Vievienne Westwood (wprawdzie nie z najnowszej kolekcji, ale kosztowały jedynie ₤ 40 - no to kupiłam, przecież byłabym niespełna rozumu, gdybym przeoczyła taką okazję) oraz cudowne rurki Pepe Jeans (tylko ₤41 z początkowych nie do przyjęcia ₤105 – pokłosie polowania sprzed tygodnia). Tak właśnie wyposażona, w pełnym seksapilu rynsztunku wyruszam dzisiaj w teren na łowy. Nie wrócę do domu z byle czym, bo w łowieniu osiągnęłam mistrzostwo i chociaż nie lubię się tym nadto chwalić – no umówmy się – czy któras z Was kupiła kiedykolwiek bransoletkę z kamieniami Swarovskiego za mniej niż ₤50? Konkretnie za ₤5? Wiedziałam, że nie!
Tylko ja tym swoim szóstym zmysłem, a może dzięki talentowi, wieloletniemu doświadczeniu i całkiem pokaźnemu „rzymskiemu” nosowi, zobaczyłam w najmniejszym, najodleglejszym kątku sklepu nieco przykurzoną – choć nie pozbawioną typowego dla siebie blichtru, blasku i uroku - przepiękną, szlifowaną wielokrotnie pod każdym kątem bransoletkę. Jednego kamyczka wprawdzie brakowało, zapięcie było trochę zepsute, ale Swarovski za ₤5? Tylko ja tego mogłam dokonać, no, chyba że któraś z Was chce mi zdjąć koronę Królowej Wyprzedaży?!
Ilona Korzeniowska / Fot. Getty Images
Tagi: wyprzedaż, ciuchy, królowa

Redakcja Polish Express nie bierze odpowiedzialności za treść komentarzy zamieszczonych przez internautów. Należą one do osób, które je zamieściły.
Dodając komentarz akceptujesz nasz regulamin.
| Oferty sponsorowane | ||
|
|
||
|
|
|
|
Dziś już chyba tylko starsi kibice, i to na dodatek ci stroniący od spożywania masełka, pamiętają sympatycznego misiaczka o imieniu „Misza”, który był maskotką igrzysk olimpijskich, jakie w roku 1980 odbyły się na sportowych arenach Moskwy. Związek Radziecki był niezaprzeczalnym hegemonem światowego sportu, nie tylko w odniesieniu do własnego „kadeelowskiego” obozu. W jednym z naszych siostrzanych wydawnictw, znalazłem ostatnio obszerną wypowiedź naszego rodaka, zawodowego kucharza, stającego w obronie - uwaga: brytyjskiej kuchni. Nieuchronnie zbliżamy się do momentu odkręcenia kurka z gazem i zapalenia znicza obwieszczającego światu, że igrzyska w Londynie czas zacząć. Jej Wysokość Elżbieta II wygłosi stosowną formułkę i zaczną się emocje. Chodzi oczywiście o adrenalinę związaną z rywalizacją o medale, bo niemałe emocje towarzyszą, i to od dłuższego czasu, przygotowaniom do kolejnego wielkiego święta sportu w skali makro! Cysio miał ciężki dzień: w robocie szef się czepiał, randka z Agatą nie wypaliła (mówiła, że zajęta, ale Cysio wiedział swoje), więc co miał Cysio innego do roboty, jak nie zalec przez telewizorem? Wyłożył się Cysio wygodnie na zwieńczającym tapczan kocyku, włączył pierwszy lepszy kanał, a tam łał! Światła, flesze, laski nago latają, a wszystko w stereo i w kolorze – jak więc nie oglądać!? Ja to chyba już nigdy nie znormalnieję. Powoli zaczynam powątpiewać w powodzenie tego procesu. Wszyscy na około starają się wmawiać mi, że z wiekiem obok doświadczenia człowiek nabawia się rozumu, ale po sobie nic podobnego nie jestem w stanie zdiagnozować. Może jestem odporny na wiedzę? Może jednak należę do tych pięciu procent populacji skażonych tzw. defektem Einhorne’a? To, że naród naszych gospodarzy ma fioła na punkcie swej monarchii, potwierdzą chyba wszyscy imigranci. Dla nas ich zachowanie jest tyle niepojęte, co niemądre. Mija już rok od wydarzenia, kiedy to patriotyczne uniesienie Wyspiarzy sięgnęło zenitu.
© Fortis Media Limited 2004-2012
Użytkownicy strony polishexpress.co.uk nie mogą wykorzystywać tekstów do celów komercyjnych bez wiedzy i pozwolenia Redakcji tygodnika Polish Express. Kopiowanie, redagowanie i wykorzystywanie w innych celach publikowanych tu tekstów wymaga indywidualnej zgody Redakcji. Kontakt do redakcji: internet@polishexpress.co.uk.
3.48 zł
4.37 zł
5.45 zł