Soho, londyńska dzielnica rozrywki. Piątek, wczesny wieczór. Czwórka zwyczajnie ubranych facetów kręci się po pełnych ludzi ulicach. Wyglądają zupełnie jak banda kumpli, którzy wybrali się na typowo męski wieczór. Blondyn, szatyn i dwóch brunetów. Nic szczególnego. Z tym, że kiedy przyjrzysz im się bliżej, zobaczysz, że ich obserwacja rzeczywistości jest inna. Że co chwilę notują, kręcą filmy i tak naprawdę, nie wiadomo, jaki jest cel ich wypadu. – Stary, biegnij do niej. Szybko! – mówi donośnym szeptem jeden z nich. – OK, teraz do ataku – słychać od kolejnego. Jeśli zauważysz kiedyś tak zachowującą się grupę mężczyzn, pomyśl: PUA.
PUA, czyli Pick Up Artist, to specyficzna „szkoła uwodzenia”, czyli coaching pomagający w zwiększeniu własnej atrakcyjności, tak żeby stać się mistrzem, dosłownie Królem Uwodzenia. Albo jak mówią niektórzy wyznawcy PUA: Artystą Podrywu. Innymi słowy, nowoczesnym Casanovą. Zastanawiam się, tak z punktu widzenia psycho-społecznego, czy to naprawdę działa? Bo jakoś nie chce mi się wierzyć, że kobiety (a na pewno nie wszystkie), mogą chcieć się nabrać na tak przewidywalne haczyki...
Każdy jest atrakcyjny
– Ależ oczywiście, że to działa. Każdy może się nauczyć technik, które sprawią, że kobiety uznają go za atrakcyjnego. To, co robimy, to pomagamy uwolnić i wzmocnić tzw. attraction switches, czyli takie włączniki atrakcyjności – przekonuje mnie 27-letni Perry, Polak, który razem z paczką brytyjskich znajomych postanowił wykorzystać swoje naturalne uwodzicielskie talenty i założył grupę „profesjonalnych uwodzicieli” pod nazwą Rock Solid Game. Dziwię się, jak Perry – z zawodu fryzjer – mógł stać się profesjonalnym nauczycielem „wyrywania lasek”. Okazuje się, że fryzjerstwo to wciąż jego fach i pasja. Zajmuje się stylizacją włosów, np. na pokazach mody. Jak znalazł się w Londynie – stolicy mody i uwodzenia? – Tak naprawdę wcale nie miałem zamiaru zostać na Wyspach. Jechałem do Stanów, gdzie dostałem propozycję pracy fryzjera na statkach. Ale po drodze okazało się, że chodzi o obsługę starszych ludzi. To byłoby fryzjerskie samobójstwo. Zostałem więc w Londynie – opowiada Polak, wysoki blondyn o szerokim uśmiechu, wcale nie typowy łamacz serc.
Ale według Perry’ego i jego chłopaków uwodzenie nie polega na byciu przystojniakiem. Idea jest prosta: każdy ma w sobie coś, co jest atrakcyjne. Trzeba to tylko odnaleźć, dopracować mowę ciała, dobór tematów, tembr głosu i sposób ataku – i już można stać się super pożądanym przez kobiety samcem. Mężczyźni, którzy praktykują PUA, swój ekspercki status opisują przez liczbę pięknych kobiet, które udało im się usidlić. Najczęściej oczywiście modelek. – Wiadomo, że opisujemy techniki, które znamy z własnego doświadczenia. Ale kobiety naprawdę nie patrzą na nas, mężczyzn, oczami. Nieważne, czy jesteś gruby, chudy, wysoki czy niski, liczy się sposób zachowania – tłumaczy Perry.
Recepta na uwodziciela
Czego tak naprawdę uczą się faceci na takim 15-godzinnym kursie? Wszystko zaczyna się, jak wszędzie, od teorii. Kilka wykładów o inteligencji seksualnej, strukturze uwodzenia i przede wszystkim o ulubionej kategorii instruktorów PUA: o włącznikach atrakcyjności, tych małych bodźcach, które – w teorii – mają działać na kobiety niczym szampan i truskawki. Najważniejsze z „attraction switches”, pytam polskiego uwodziciela? Okazuje się na przykład, że mężczyźni powinni od początku rozmowy z kobietą kreować się na osobę troskliwą i opiekuńczą. Ta kategoria nazywa się „protection of the loved ones”. Kolejne to bycie liderem, nawet w swojej małej grupie znajomych oraz umiejętność opowiadania ciekawych historii ze swojego życia, w taki sposób, żeby dać kobiecie sygnał, że jest się osobnikiem ciekawym i popularnym. Czyli recepta na uwodziciela? Melanż niesfornego, pewnego siebie macho z kochającym mamę wrażliwym misiem. Ale Perry zdradza też swoje prywatne taktyki. Na przykład, pierwsza randka nie powinna być za długa. Najlepiej taka szybka, 15-minutowa kawa. Prawdopodobnie ze Starbucks’a, bo w restauracji pewnie by się nie zdążyło zamówić.
Instruktorzy uwodzenia zapewniają, że w PUA nie chodzi o okrutne techniki, dzięki którym można zaciągnąć do łóżka serię niewinnych dziewcząt. – W końcu i tak najważniejsza jest szczerość. Jeśli ktoś poszukuje związku, kobieta powinna to wiedzieć. Tym bardziej, jeśli zależy mu tylko na przelotnych romansach. Nasze techniki pozwalają facetom być dostrzeżonym przez kobiety – twierdzi fryzjer.
Dla kobiet, na pocieszenie, informacja, że podobne kursy istnieją też dla pań. Jest ich wprawdzie dużo mniej (czyżby dlatego, że z natury wiemy, jak uwodzić?), ale fakt, że w ogóle są, świadczy o coraz większej odwadze płci pięknej. Cztery lata temu Kim Cattrall, guru świadomych i atrakcyjnych kobiet, światu lepiej znana jako nimfomanka Samantha z serialu „Sex and the City”, wydała książkę pt. „Seksualna Inteligencja”. W pierwszych słowach książki, filmowa Sam uczy kobiety: „Jest pewien organ, który w chwili podniecenia staje się ważniejszy od innych. To mózg”. Pytanie, czy tak samo jest u mężczyzn, trzeba by już chyba zadać profesjonalnym instruktorom uwodzenia...
Aleksandra Kaniewska