Trzech arabskich młodych mężczyzn - ostrzyżonych i ubranych całkiem po europejsku podrywa w pubie na Ealingu siedzące nieopodal dziewczyny. Wszystkie trzy to rasowe polskie blondynki...
Babcia w rytmie techno >>
Pewnie wpadły do pubu na kawę. Przy okazji - pomyślały – angielska wiosna daje mnóstwo możliwości podrywu... Wreszcie dostały trochę wolnego i na ciuchy wydały całą tygodniówkę. Zainwestowały w nagie plecy wyciętego topu, minispódniczkę, prawie jeszcze modne klapki na wysokim obcasie. Zawsze może się coś zdarzyć – myślały. Nie ma nic gorszego, niż po powrocie do Polski nie mieć co opowiadać w swoim miasteczku o swoich podbojach. Nie po to starzy kredyt pod ciągnik wzięli, żeby teraz bez męża z tego Londynu miały wracać. Nie po to jak woły harują w fabryce, żeby później niż koleżanki wesele wyprawić i dzieciaka urodzić. Najlepiej dwoje. Chłopca i dziewczynkę. Niech inne – wieśniaczki z miasteczka – zzielenieją z zazdrości. Już dawno się umówiły, że jak coś – to idą na całość. Najlepiej jakby za bogatego cudzoziemca się wydały – całe ich miasteczko aż pękałoby z zazdrości. Ciemnowłosy, egzotyczny, przebogaty - o takim wszystkie trzy marzyły, zanim los je zetknął z marzeniami na Ealingu.
Wróćmy jednak do naszych arcymęskich bohaterów. Jakże inaczej widzą swoją przyszłość po powrocie do przybranej przez rodziców ojczyzny – Francji.
Nie po to wydali swoje ciężko, fizycznie zarobione euro przy pracy na francuskiej kolei na tygodniowy wypad do Londynu. Niejedno już słyszeli o Słowiankach. Już sam płowo-złoty kolor włosów tych Polek działa na nich jak afrodyzjak o największej mocy. A te gołe nogi, anielskie, niezasłonięte kwefem twarze, te stopy bezwstydnie obute w klapki bez palców, paznokcie u stóp pomalowane na czerwono, te nagie ramiona… W oczach Arabów dobrze widoczne jest podniecenie, w ruchach - wyczuwalne zniecierpliwienie. Niewiele rozmawiają z blondynkami. Oni nie znają żadnego języka oprócz francuskiego i ojczystego – dziewczyny wysilają głowy, żeby sklecić coś po angielsku. W fabryce i tak nie mają czasu na rozmowy z obcymi. Tylko jedna coś pamięta z angielskiego z podstawówki – dwie pozostałe machają rękami, kłopoty w komunikacji z Arabami minimalizują przy pomocy uśmiechów, głośnych, coraz głośniejszych śmiechów, przeczesywania zmysłowo włosów i trzepotania rzęsami. Wszyscy popijają zimne piwo bez pianki, podniecający nastrój wokół tej szóstki staje się tak gęsty, że aż nieprzezroczysty. Młodzi Arabowie coraz szybciej żują gumę z mocno rozwartymi ustami, wysyłają nieustające sygnały jakby chcieli w jakimś nie znanym nikomu języku wykrzyczeć: chcemy, możemy, musimy – wy głupie europejskie ladacznice! Musicie szybko poddać się naszej świętej, muzułmańskiej, silnej jak miecz Mahometa magii!
Dziewczyny się poddają. Szybciej niż chłopcy myśleli. Dziewczyny poddały się już po trzecim, albo po czwartym wspólnym piwie… Po powrocie do swojej drugiej europejskiej ojczyzny nigdy nawet nie dotkną dziewczyny, która śmiałaby nie być dziewicą…
Ilona Korzeniowska / Fot. Shutterstock
Londyńska szkoła uwodzenia >>
Tagi: pub, Ealing, impreza, podryw

Redakcja Polish Express nie bierze odpowiedzialności za treść komentarzy zamieszczonych przez internautów. Należą one do osób, które je zamieściły.
Dodając komentarz akceptujesz nasz regulamin.
| Oferty sponsorowane | ||
|
|
||
|
|
|
|
Dziś już chyba tylko starsi kibice, i to na dodatek ci stroniący od spożywania masełka, pamiętają sympatycznego misiaczka o imieniu „Misza”, który był maskotką igrzysk olimpijskich, jakie w roku 1980 odbyły się na sportowych arenach Moskwy. Związek Radziecki był niezaprzeczalnym hegemonem światowego sportu, nie tylko w odniesieniu do własnego „kadeelowskiego” obozu. W jednym z naszych siostrzanych wydawnictw, znalazłem ostatnio obszerną wypowiedź naszego rodaka, zawodowego kucharza, stającego w obronie - uwaga: brytyjskiej kuchni. Nieuchronnie zbliżamy się do momentu odkręcenia kurka z gazem i zapalenia znicza obwieszczającego światu, że igrzyska w Londynie czas zacząć. Jej Wysokość Elżbieta II wygłosi stosowną formułkę i zaczną się emocje. Chodzi oczywiście o adrenalinę związaną z rywalizacją o medale, bo niemałe emocje towarzyszą, i to od dłuższego czasu, przygotowaniom do kolejnego wielkiego święta sportu w skali makro! Cysio miał ciężki dzień: w robocie szef się czepiał, randka z Agatą nie wypaliła (mówiła, że zajęta, ale Cysio wiedział swoje), więc co miał Cysio innego do roboty, jak nie zalec przez telewizorem? Wyłożył się Cysio wygodnie na zwieńczającym tapczan kocyku, włączył pierwszy lepszy kanał, a tam łał! Światła, flesze, laski nago latają, a wszystko w stereo i w kolorze – jak więc nie oglądać!? Ja to chyba już nigdy nie znormalnieję. Powoli zaczynam powątpiewać w powodzenie tego procesu. Wszyscy na około starają się wmawiać mi, że z wiekiem obok doświadczenia człowiek nabawia się rozumu, ale po sobie nic podobnego nie jestem w stanie zdiagnozować. Może jestem odporny na wiedzę? Może jednak należę do tych pięciu procent populacji skażonych tzw. defektem Einhorne’a? To, że naród naszych gospodarzy ma fioła na punkcie swej monarchii, potwierdzą chyba wszyscy imigranci. Dla nas ich zachowanie jest tyle niepojęte, co niemądre. Mija już rok od wydarzenia, kiedy to patriotyczne uniesienie Wyspiarzy sięgnęło zenitu.
© Fortis Media Limited 2004-2012
Użytkownicy strony polishexpress.co.uk nie mogą wykorzystywać tekstów do celów komercyjnych bez wiedzy i pozwolenia Redakcji tygodnika Polish Express. Kopiowanie, redagowanie i wykorzystywanie w innych celach publikowanych tu tekstów wymaga indywidualnej zgody Redakcji. Kontakt do redakcji: internet@polishexpress.co.uk.
3.48 zł
4.37 zł
5.45 zł| Pasaż finansowy | |