Mówi się, że istnieją co najmniej trzy prawdy: „cała prawda”, „też prawda” i “g*** prawda”.
Jednak zgoła inaczej ma się ta kwestia w naszym emigracyjnym światku. Chwała tu kilku niedawnym wyspiarskim incydentom: najpierw niejaka Emma W. wypowiedziała się na forum tramwaju co myśli o emigrantach, a zaraz potem pyskaty szkocki małolat został „wysadzony” z pociągu przez masywnego współpasażera. No i wtedy wylało się morze komentarzy… Jak zazwyczaj, dla „nieomylnej opinii publicznej” wszystko było jasne i proste: kobietę z tramwaju okrzyknięto Królową Rasizmu, chłopaka bez ważnego biletu typowym przedstawicielem młodzieży „ach tej dzisiejszej”, a wydającego samosąd na pyskatym małolacie Pana Pollock’a bohaterem. Fakt, młodziak posiadał „dobre” bilety, niestety dwa w tę samą stronę, zamiast po jednym w obie, konduktor miał więc techniczną rację do wyproszenia go z pociągu, zaś „Big Man” Pollock działał przy powszechnym zrozumieniu pełnego wagonu ludzi, sfrustrowanych przedłużającym się postojem. Ale tak jak nie ma usprawiedliwienia dla rzucającego mięsem chłopaczka, tak nie ma go również w pełni ani dla konduktora, ani jego „pomocnika”. Na nieszczęście, całej trójce zabrakło po trosze ludzkiej cierpliwości, i tylko nasze osobiste przekonanie, który z trzech „braków” uznać za najbardziej karygodny, wpłynie na końcową ocenę całego zajścia. Co zaś do rzucającej rasistowskim mięsem damy, ewidentnie wykazała się ona ograniczonym (czytaj: jednostronnym) zrozumieniem pojęcia „emigracja“. Jednak czy to, że przegięła pałę, musi zaraz oznaczać, że jednocześnie nie miała racji? Owszem, tylko częściowej, ale nadal racji – czyż bowiem nie przyszło nam choć raz wstydzić się za rodaków, a jednocześnie choć raz nie być z nich dumnym? Ale nie – na naszym wyspiarskim podwórku zapanowała jakaś dziwna choroba słuchu i wzroku: jedni nadstawiają uszu jak mogą, ale jedyne co słyszą, to jak kolejny Polak-tułacz wystawił swego rodaka do wiatru. Drudzy tymczasem widzą wśród Polonii tylko obrazy wzajemnej pomocy i krzesania z siebie najwyższych wartości. Jak więc jest naprawdę: czy Polak Polakowi wilkiem czy owcą? – pytamy skołowani. Czy tracimy tu pracę, bo jesteśmy Polakami, czy raczej tracą ją inni, bo Polakami nie są? Wreszcie, czy jesteśmy rasistami czy ofiarami rasizmu? Otóż ofiarami jesteśmy, lecz głównie swego pędu do uogólniania oraz wyciągania pochopnych wniosków. Mimo to, my swoje wyciąganie lubimy. Życie jest przecież sto razy prostrze gdy wrzucimy wszystko i wszystkich w wory, a do worów przylepimy łaty. Oczywiście tylko albo białe, albo czarne. Bardzo podobnie jest też gdy pytają nas czy „szklanka jest półpełna czy na wpół pusta”. Takie pytanie ma zabić nam ćwieka i wykazać nasze światopoglądowe ograniczenie, którąkolwiek wersję byśmy wybrali. Ale czy nie można odpowiedzieć inaczej? Z reguły, pełna szklanka to 200 ml, a pusta to 0 ml, czy więc nie można po prostu stwierdzić faktu, że „szklanka zawiera 100 ml płynu“? Po co nam jakaś „Prawda”, a już szczególnie czyjaś? I właśnie dlatego, skoro każdy może mieć swoją Prawdę i własną Rację, to taka Prawda jest jak dupa. Dlaczego? To proste: bo i tak może okazać się g*** prawdą.
Jacek Wąsowicz
Tagi: felieton, Wielka Brytania, Polacy, Jacek Wąsowicz
Redakcja Polish Express nie bierze odpowiedzialności za treść komentarzy zamieszczonych przez internautów. Należą one do osób, które je zamieściły.
Dodając komentarz akceptujesz nasz regulamin.
| Oferty sponsorowane | ||
|
|
||
|
|
|
|
Dziś już chyba tylko starsi kibice, i to na dodatek ci stroniący od spożywania masełka, pamiętają sympatycznego misiaczka o imieniu „Misza”, który był maskotką igrzysk olimpijskich, jakie w roku 1980 odbyły się na sportowych arenach Moskwy. Związek Radziecki był niezaprzeczalnym hegemonem światowego sportu, nie tylko w odniesieniu do własnego „kadeelowskiego” obozu. W jednym z naszych siostrzanych wydawnictw, znalazłem ostatnio obszerną wypowiedź naszego rodaka, zawodowego kucharza, stającego w obronie - uwaga: brytyjskiej kuchni. Nieuchronnie zbliżamy się do momentu odkręcenia kurka z gazem i zapalenia znicza obwieszczającego światu, że igrzyska w Londynie czas zacząć. Jej Wysokość Elżbieta II wygłosi stosowną formułkę i zaczną się emocje. Chodzi oczywiście o adrenalinę związaną z rywalizacją o medale, bo niemałe emocje towarzyszą, i to od dłuższego czasu, przygotowaniom do kolejnego wielkiego święta sportu w skali makro! Cysio miał ciężki dzień: w robocie szef się czepiał, randka z Agatą nie wypaliła (mówiła, że zajęta, ale Cysio wiedział swoje), więc co miał Cysio innego do roboty, jak nie zalec przez telewizorem? Wyłożył się Cysio wygodnie na zwieńczającym tapczan kocyku, włączył pierwszy lepszy kanał, a tam łał! Światła, flesze, laski nago latają, a wszystko w stereo i w kolorze – jak więc nie oglądać!? Ja to chyba już nigdy nie znormalnieję. Powoli zaczynam powątpiewać w powodzenie tego procesu. Wszyscy na około starają się wmawiać mi, że z wiekiem obok doświadczenia człowiek nabawia się rozumu, ale po sobie nic podobnego nie jestem w stanie zdiagnozować. Może jestem odporny na wiedzę? Może jednak należę do tych pięciu procent populacji skażonych tzw. defektem Einhorne’a? To, że naród naszych gospodarzy ma fioła na punkcie swej monarchii, potwierdzą chyba wszyscy imigranci. Dla nas ich zachowanie jest tyle niepojęte, co niemądre. Mija już rok od wydarzenia, kiedy to patriotyczne uniesienie Wyspiarzy sięgnęło zenitu.
© Fortis Media Limited 2004-2012
Użytkownicy strony polishexpress.co.uk nie mogą wykorzystywać tekstów do celów komercyjnych bez wiedzy i pozwolenia Redakcji tygodnika Polish Express. Kopiowanie, redagowanie i wykorzystywanie w innych celach publikowanych tu tekstów wymaga indywidualnej zgody Redakcji. Kontakt do redakcji: internet@polishexpress.co.uk.
3.48 zł
4.37 zł
5.45 zł