Zaloguj się
Sobota, 20 marca 2010r. Imieniny: Joachima, Kiry, Maurycego
Wyślij kwiaty
monika2011
monika2011 to nowy uyżytkownik serwisu polacy.co.uk. Zobacz czy Twoi znajomi już tam są!

Uroki Overgroundu

09-06-2009
Polish Express PDF

czytaj atykuł
w 226 e-wydaniu

Opóźnienia w londyńskiej komunikacji nie są niczym niezwykłym, a jeśli chodzi o Overground, to zdarzają się kilka razy dziennie. Jednak w ubiegłym tygodniu, w środę pomiędzy godziną 13 a 16 pociągi przestały jeździć w ogóle, choć prawdą jest, że miały ważny powód, a pasażerów jednego ze składów to nawet ewakuowano, i to kilometr przed stacją.

 

Silverlink pod opieką >>
 
Tajemnice Oyster i innych biletów >>
 
Każdy, kto od dłuższego czasu i systematycznie korzysta z usług Overgroundu (d. Silverlink) doświadcza przynajmniej raz dziennie emocji związanych z tym, czy pociąg przyjedzie punktualnie, czy się spóźni, a jeśli się spóźni, to czy tylko „aproximately 6 minutes”, czy może 20 lub jeszcze więcej? I różnie z tym bywa. Niektórzy oczekujący na peronach robią zakłady o to, czy np. na jednym komunikacie się zakończy, spieszę jednak donieść, że optymiści zazwyczaj przegrywają. Ale nie tylko emocje związane z opóźnianiem pociągów Overgroundu| przypadają w udziale pasażerom. Równie stresujące jest oczekiwanie na to, czy automatyczne drzwi za naciśnięciem przycisku się otworzą, czy nie. Pewien pasażer, nobliwy Anglik, którego często spotykam na trasie z Acton Central do Willesden Junction twierdzi, że nigdy się coś takiego nie zdarzyło, że drzwi muszą się otworzyć, jednak w ubiegłym tygodniu, dzień wcześniej przed wydarzeniem, które zostanie opisane poniżej, drzwi się nie otworzyły i skład, po odczekaniu kilku minut, ruszył dalej! Już dawno nie widziałem ludzi w takim szoku. Po ujechaniu kilkudziesięciu metrów maszynista zreflektował się, cofnął i wypuścił pasażerów. Mój angielski znajomy stwierdził, że to nie wina techniki, lecz gapowatego maszynisty. Jakby to miało jakieś znaczenie.
Następnego dnia pociąg relacji Richmond - Stradford wjechał na stację Acton Central co do minuty i równie co do minuty ruszył w dalszą drogę i jak to zwykle, czyli codziennie, bywa zatrzymał się przed stacją Willesden Junction. Zaznaczam „przed”, zwykle ten postój trwa od pięciu do 10 minut, czasem nieco dłużej i po nim pociąg wjeżdża na stację. Jednak tym razem pociąg zatrzymał się na kilometr przed stacją, na co - prawdę mówiąc - mało kto zwrócił uwagę. Dopiero, gdy czas postoju przekroczył 20 minut, a maszynista przez zdezelowane głośniki poinformował, że nie ma prądu, więc nie może jechać, zorientowaliśmy się, że stoimy w innym miejscu niż zazwyczaj. Minęła godzina, a pasażerowie zaczęli już zdradzać oznaki zniecierpliwienia, a niektórzy nawet zdenerwowania, co objawiało się kopaniem w drzwi. Od dwóch kolejrzy dowiedzieliśmy się, że gdzieś na trasie drzewo upadło na trakcję elektryczną i cała linia od Richmond do Stradford jest pozbawiona prądu. Kiedy naprawią linię? Nobody knows! Zapowiadał się więc bezterminowy pobyt w pociągu - nawet gdyby maszynista chciał nas wypuścić, to nie mógłby tego zrobić, ponieważ drzwi się nie otworzą jeśli nie ma prądu. Okazało się to, na szczęście, nie do końca prawdą. Z przodu kabiny maszynisty znajduje się wyjście ewakuacyjne i jest ono zamykane mechanicznie, wystarczy je odblokować i można wychodzić. Jak nas poinformowali kolejarze, możemy spodziewać się ewakuacji, musimy jednak poczekać, aż pojawi się „komisja ewakuacyjna”, która oficjalnie zarządzi opuszczenie pociągu. Całe szczęście, że ten pociąg się nie palił! Kolejarze otworzyli drzwi ewakuacyjne, przystawili drabinę, ale jeszcze nie można było schodzić. Nagle jeden z pasażerów stwierdził, że już nie wytrzyma, że musi pójść do toalety. Problem jednak w tym, że toalet w takich krótkobieżnych pociągach nie ma. Jeden z kolejarzy wziął pasażera za rękę, zaprowadził na koniec składu i otworzył tylne drzwi ewakuacyjne. Miał szczęście, że urodził się mężczyzną - nie musiał wyskakiwać z pociągu, mógł to załatwić przez drzwi, bo trzeba dodać, że więcej drabin nie było. Wrócił bardzo zadowolony. Zeszliśmy już na międzytorze i wtedy pojawiła się komisja. Trzech panów w garniturach i pod krawatami, a na to pomarańczowe kamizelki. Powiedzieli nam, że to jest ewakuacja i co jest jej przyczyną. Tymczasem wśród pasażerów zapanował nastrój fiesty, wszyscy mieli uradowane miny, robili sobie zdjęcia, jak japońscy turyści na Piccadilly. Dobry humor udzielił się również komisji, która na koniec poinformowała, że „jeśli ktoś chce się poskarżyć, to niech poda swoje dane, a my wyślemy przeprosiny”. Trzy godziny później redakcyjny kolega zadzwonił do Overgroundu i zapytał, czy linia już jest naprawiona? Odpowiedź brzmiała: nie. A czy wiadomo, kiedy będzie naprawiona? Tu również pada identyczna odpowiedź: nie.
Pracownicy tej linii zawsze byli lakoniczni.
 
Janusz Młynarski

 

© Fortis Media Limited 2004-2010

Użytkownicy strony polishexpress.co.uk nie mogą wykorzystywać tekstów do celów komercyjnych bez wiedzy i pozwolenia Redakcji tygodnika Polish Express. Kopiowanie, redagowanie i wykorzystywanie w innych celach publikowanych tu tekstów wymaga indywidualnej zgody Redakcji. Kontakt do redakcji: internet@polishexpress.co.uk.

Tagi: podróż, metro, Overground, Londyn, opóźnienia, Silverlink

20-03-2010 19:50 POLISH EXPRESS
Możesz być pierwszą osobą, która skomentuje ten artykuł.
REKLAMA

 

Czytelnia

 

To historia jak z filmów o Jamesie Bondzie. Czasy zimnej wojny, oskarżenia o szpiegostwo i więzienie. A w samym środku wydarzeń Brytyjczyk, który poświęcił życie dla polskich dzieci.
Niejednemu walka z takim gigantem jak British Gas i to o stosunkowo niewielką sumę nawet do głowy by nie przyszła. Ale nie Pawłowi Górze ze Stevenage, który jak przystało na prawdziwego mieszkańca Wysp postanowił o swoje się domagać. I dobrze, bo skarga poskutkowała.
Szukasz nowej pracy? Sądzisz, że Twoja znajomość j. angielskiego jest zbyt niska? Zdobyłeś kwalifikacje w Polsce i nie wiesz czy możesz je wykorzystać w Wielkiej Brytanii? A może chciałbyś zapisać się na studia? Zadzwoń do The Careers Advice Service po darmową, obiektywną i profesjonalną poradę.
Z pomocą kolegi, który udzielał mu telefonicznie instrukcji postępowania, 25-letni ojciec przyjął poród na kanapie w swoim mieszkaniu.
Przechowywanie danych wszystkich osób zatrzymanych przez brytyjską policję jest nielegalne - orzekł polityk Chris Grayling.
– Niedawno się rozwiodłam. Czuję się bezwartościowa i nieatrakcyjna. Nie śpię po nocach... Co dalej – pisze Dominika, z zawodu architekt wnętrz. Jej historię opisuje hipnoterapeuta Jolanta Rudzka-Gowda.
 << Poprzednia
Strona:  

2.87
3.89
4.34

nasze galerie

Komiks: Przygody Edzia

O nas     Regulaminy     Praca     Kontakt     Konkursy     Partnerzy     Polish newspaper England UK     Mapa strony     Kanały RSS