Myślisz o zapisaniu się do fitness klubu? Zanim podpiszesz roczny kontrakt z lokalnym gymem, zastanów się czy warto. Fitness kluby opanowały do perfekcji sztukę zwabiania nowych klientów. Nie troszczą się jednak zbytnio o to czy faktycznie ćwiczą. Najważniejsze są wpływające co miesiąc na ich konto opłaty za członkostwo.
Polacy Online - Portal Polaków w UK >>
Siłownia bez ograniczeń, basen 7 razy w tygodniu, salsa, joga, kickboxing, zrzucisz zbędne kilogramy, poznasz nowych ludzi, a wszystko za jedyne £40 na miesiąc. Aż kusi, żeby powiedzieć: zbyt piękne, żeby było prawdziwe. Diabeł jak zwykle tkwi w szczegółach, tym bardziej, że gra toczy się o nie byle jakie pieniądze. Analitycy szacują, że sektor fitness w UK jest obecnie wart 3,6 miliona funtów. Lwia część dochodów pochodzi z kieszeni członków, którzy w ogóle nie korzystają z usług centrów sportowych. Za które to usługi, co miesiąc, z ich konta bankowego znika kilkadziesiąt funtów. Badania przeprowadzone przez Target Group Index wykazały, że tylko 27% posiadających członkostwo uczęszcza na gym regularnie, pozostałe 70% w ogóle się tam nie pokazuje. Mówiąc krótko, im rzadziej pojawiasz się w swoim lokalnym centrum sportowym, tym lepszym jesteś klientem. - Kiedy człowiek sobie to wszystko przekalkuluje i pomyśli, że tyle trzeba zapłacić za siłownię, a tyle za basen i przy założeniu, że się będzie chodzić, to dochodzi się do wniosku, że członkostwo jest tańsze niż pay as you go. Możesz chodzić ile chcesz - i w weekend, i w tygodniu - mówi Danka, lat 27, która należy do Wellness Health & Fitness od 11 miesięcy. - Na początku się chodzi, a potem coraz mniej i mniej. Tutaj święta, zimno, jesteś chora, nie ma czasu, a jak się chodzi samemu, to już się w ogóle nie chce - dodaje.
Styczeń ze sportem
Podczas gdy inne sektory usług pogrążają się na początku roku w swoistym letargu, fitness kluby tętnią życiem. Styczeń jest tradycyjnie uznawany w tej branży za najgorętszy okres. Działy obsługi klienta przeżywają w tym czasie prawdziwe oblężenie. Wtedy właśnie do fitness klubów dołącza większość nowych członków. Progi gymów przestępują tłumy pełne energii, z pragnieniem wprowadzenia noworocznych postanowień w życie. Po podpisaniu kontraktu, z listy rzeczy do zrobienia w 2010 roku można z czystym sumieniem wykreślić punkt: więcej się ruszać i ćwiczyć. Pytanie tylko na jak długo starczy nam zapału. - Zapisałam się na siłownię w lutym ubiegłego roku. Myślałam już o tym od kilku miesięcy, ale nigdy nie byłam przekonana czy to dla mnie, czy będę chodzić - mówi Danka. O ile w latach 80. wymówką mogła być duża odległość od gyma, tym bardziej że na terenie Anglii było ich około 200, dziś nie stanowi to problemu. - Gdziekolwiek mieszkasz w UK, najbliższe publiczne czy prywatne centrum sportowe oddalone jest od ciebie o 20 minut - mówi Howard de Souza z Fitness Industry Association. FIA szacuje, że w UK funkcjonuje ponad 5700 klubów sportowych. Większość z nich, bo ponad 3000, to centra prywatne. Nie brak wśród nich potentatów takich jak Fitness First czy David Lloyd Leisure, które posiadają oddziały na terenie całego kraju. - Byłam najpierw zobaczyć gym w pobliskim hotelu. Wydało mi się jednak drogo na to, co oferowali, tym bardziej, że trzeba się było zdeklarować na co najmniej 6 miesięcy. Wybrałam w końcu klub dalej od miejsca zamieszkania, ponieważ była wtedy promocja i nie trzeba było płacić wpisowego - dodaje Danka. Zapisanie się na gym to nie tylko kwestia opłaty miesięcznej. Do tego trzeba doliczyć koszty dojazdu do centrum sportowego, bo przecież nikt nie chce pojawiać się tam zmęczony po 30-minutowym spacerze, zakup stroju do ćwiczeń - i to najlepiej dwóch kompletów, bo przecież nie wypada ćwiczyć w przepoconym i nieładnie pachnącym. - Kupiłam 2 pary spodni, 30 funtów każda, bo stwierdziłam, że warto zainwestować, kilka koszulek, skarpetki, adidasy na szczęście już miałam. W sumie straciłam jakieś 130 funtów. Chciałam też kupić matę do jogi, bo zawsze lepiej mieć własną, ale wszędzie były wyprzedane. Może i dobrze, bo po 2 miesiącach przestałam regularnie chodzić na ćwiczenia - stwierdza Kasia, lat 30, w Fitness Centre od 10 miesięcy.
Gym nie po drodze
Kiedy już opadną pierwsze emocje, powoli zaczyna docierać do większości nowych członków fitness klubów smutna prawda. Gym nie jest już tak ekscytujący jak wydawał się na początku. Co gorsza, trzeba się zmuszać, żeby do niego dotrzeć, bo w końcu za coś się płaci. - Początkowy zapał zaczął się wypalać. Gym okazał się nudniejszy niż przypuszczałam. To nie było to samo co sqush, w który grałam regularnie raz w tygodniu. Nie ma rywalizacji, ani interakcji z innymi ludźmi. Jesteś tylko ty i maszyna i trzeba mieć naprawdę dużo silnej woli i samozaparcia, żeby ćwiczyć samemu - mówi Danka. Z czasem droga do pobliskiego fitness klubu wydłuża się coraz bardziej, a o postanowieniu noworocznym dawno już zapomniano. Magazyn American Fitness szacuje, że większości osób, które dołączyły do gymu na początku roku starcza zapału na około 90 dni. Zwykle powodem niepojawiania się w centrum sportowym jest utrata motywacji. Czasem brakuje partnera do ćwiczeń, który mobilizowałby do wycieczki do fitness klubu. - Kiedy byłam bardzo wysportowana, chodziłam cztery razy w tygodniu. Z czasem zaczęła mnie nudzić rutyna i powtarzanie tych samych ćwiczeń. Brakowało mi też towarzystwa. Chciałam chodzić z kimś, kto jest nastawiony na ćwiczenie. Niestety, żaden z moich przyjaciół nie jest zainteresowany sportem i ćwiczeniami - mówi Marcia Chester, która należała do różnych fitness klubów. Raport przeprowadzony przez One Mintel stwierdza, że 20% członków klubów sportowych pojawia się w nich nie częściej niż raz w miesiącu. Przy tak niskiej częstotliwości uczęszczania warto zastanowić się, czy nie nadeszła pora na zrezygnowanie z członkostwa. Zapisanie się do fitness klubu jest jednak pryszczem w porównaniu z wystąpieniem z jego szeregu. Nie jest tajemnicą, że odpisanie się z gyma przypomina drogę krzyżową, nikt nie rezygnuje z łatwych pieniędzy. Jak doradzają eksperci, w przypadku kontraktu na korzystanie z klubu sportowego trzeba czytać, i to najlepiej 3 razy, cały dokument, a ze szczególną uwagą części napisane małym drukiem. - Kiedy zdałam sobie sprawę, że przez ostatnie 3 miesiące na siłownię dotarłam tylko raz i kosztowało mnie to 140 funtów, postanowiłam się odpisać. Chciałam zrobić to telefonicznie. Niestety, nie było takiej możliwości. Musiałam pojawić się w klubie osobiście. Tam powiedzieli mi, że policzą mnie za kolejny miesiąc, bo już ściągnęli pieniądze za ten bieżący. Byłam zła, bo przez telefon uzyskałam zupełnie inne informacje - wspomina Danka.
Ania Lambryczak / Fot. GETTY IMAGES
© Fortis Media Limited 2004-2010
Użytkownicy strony polishexpress.co.uk nie mogą wykorzystywać tekstów do celów komercyjnych bez wiedzy i pozwolenia Redakcji tygodnika Polish Express. Kopiowanie, redagowanie i wykorzystywanie w innych celach publikowanych tu tekstów wymaga indywidualnej zgody Redakcji. Kontakt do redakcji: internet@polishexpress.co.uk.
Tagi: rekreacja, salsa, joga, kickboxing

Redakcja Polish Express nie bierze odpowiedzialności za treść komentarzy zamieszczonych przez internautów. Należą one do osób, które je zamieściły.
Dodając komentarz akceptujesz nasz regulamin.
| Oferty sponsorowane | ||
|
|
||
|
|
|
|
Niedawno premier David Cameron wypowiedział wojnę oszustom wyłudzającym nienależące się im zasiłki społeczne. Premier wielokrotnie wspominał, że podczas swojej kadencji zajmie procederem wyłudzania zasiłków, skoro ten kosztuje brytyjskiego podatnika około 5,2 miliarda funtów rocznie. Pierwsze dni w szkole - każdy z nas pamięta te chwile. Dla każdego było to ogromne wydarzenie, radość przeplatała się z dziecięcymi obawami. Wiążemy z nim zarówno dobre, jak i złe wspomnienia. Teraz, będąc rodzicami doświadczamy podobnych emocji. Dodatkowo potęgowanych tym, że nasze dziecko podejmuje naukę w innym kraju, spotka się z obcym językiem, inną obyczajowością oraz organizacją szkoły. Z każdym dniem zwiększa się liczba Polaków, którzy żyją w skrajnej nędzy na angielskich ulicach. Thames Reach, czyli jedna z największych organizacji charytatywnych na Wyspach, która zajmuje się sprawami bezdomnych emigrantów alarmuje, że na ulicach miast Wielkiej Brytanii rośnie liczba ludzi pochodzących z Europy Wschodniej. Brytyjska agencja turystyczna VisitBritain zamieściła w Internecie zbiór wskazówek i porad, które mają pomóc właścicielom hoteli, pubów i taksówek w uniknięciu kulturowego faux-pas. Media w Wielkiej Brytanii, szczególnie te w wersji papierowej, nie przykładają dużej wagi do szczegółów, których przeinaczenie może doprowadzić do zbudowania w umysłach młodych ludzi spaczonego obrazu historii. Dzieci to nasze największe skarby, którym chcemy dać wszystko to, co najlepsze. Często właśnie ta myśl skłania nas do emigracji. A jednak problem dzieci rodziców, którzy emigrują jest spychany na margines wszelkich dyskusji i rozmów.
3.09 zł
3.96 zł
4.76 zł