Społeczeństwa kontynentalnej Europy zmniejszają się, za to brytyjska Wyspa rośnie w siłę. Nie jest tajemnicą, że wysoki wskaźnik urodzeń jest zasługą zamieszkujących ją imigrantów. Czy jednak Brytyjczycy są z niego zadowoleni?
Sytuacja w Wielkiej Brytanii pod kątem przyrostu naturalnego jest wyjątkowa w porównaniu z innymi krajami dobrobytu. Społeczeństwa państw rozwiniętych zwykle cechuje wysoki standard życia i mała liczba dzieci - w przeciwieństwie do krajów rozwijających się, gdzie ten standard jest raczej niski, a liczba dzieci duża. Wielka Brytania jeszcze kilka lat temu była typowym krajem zachodnim. W 2001 roku na jedną kobietę przypadła rekordowo niska w historii
Brytyjki mniej, imigrantki więcej
Gdyby jednak przyjrzeć się opublikowanym niedawno statystykom Office for National Statistics (brytyjski odpowiednik Głównego Urzędu Statystycznego) okazuje się, że za wysoki przyrost naturalny odpowiadają imigranci, a nie rodowici Brytyjczycy. W ostatniej dekadzie (badanie obejmuje okres od 1995 do 2006 roku) roczna liczba porodów wśród Brytyjek (kobiet urodzonych w tym kraju) spadła o 44 tysiące, podczas gdy roczna liczba porodów wśród kobiet urodzonych poza Wielką Brytanią wzrosła o 64 tysiące. Wśród tych ostatnich 15-tysięczny wzrost nastąpił w grupie kobiet urodzonych w Europie Wschodniej, 11-tysięczny wśród kobiet urodzonych na subkontynencie indyjskim (obejmującym:
Dekadę temu wydatki brytyjskiej służby zdrowia na tak zwane „maternity services” (wszelkie usługi związane z macierzyństwem) wynosiły rocznie około miliarda funtów - wówczas tylko jedno na ośmioro dzieci miało matkę pochodzącą z zagranicy. Dziś wydatki na ten sam cel wynoszą 1,6 miliarda funtów rocznie, a niemal jedna czwarta urodzonych w tym kraju dzieci ma zagraniczną matkę. Co więcej, w centralnym Londynie liczba dzieci urodzonych przez nierodowite Brytyjki wynosi 60 procent, a w dzielnicy Newham (zamieszkanej w dużym stopniu przez imigrantów z Bangladeszu i Pakistanu) aż 75 procent dzieci ma niebrytyjskie matki. Z kolei w sąsiadującym z Londynem i w dużej mierze zamieszkanym przez Polaków Slough, matki nie-Brytyjki ma dziś połowa noworodków. Wyliczono przy okazji także, że pochodzące z zagranicy matki kosztują brytyjski NHS (National Health Service, czyli publiczną służbę zdrowia) 350 milionów funtów rocznie. Dekadę temu na tę grupę wydawano 150 milionów funtów rocznie. Relacjonująca te statystki stacja BBC, swój materiał rozpoczyna od ujęcia szpitalnego łóżka, na którym ze swoim synkiem Adamem odpoczywa Eliza Rychlowska (zapewne Rychłowska). Świeżo upieczona mama wyjaśnia w nim, że większość Polek, które zna w UK, ma dzieci, spodziewa się ich albo je planuje. Materiał BBC w dalszej części nie skupia się jednak tylko na Polakach (jak mają w zwyczaju bulwarowe gazety typu „Daily Mail”). Konkluzja relacji BBC jest ciekawa: bez imigrantów zatrudnionych w NHS nie mógłby on funkcjonować, a jednoczesne obciążenie NHS imigrantami jako pacjentami powoduje jego nieudolne funkcjonowanie.
Na czym dokładnie polegają koszty ponoszone przez NHS z tytułu imigrantów? Po pierwsze, wynikają one z faktu, że brytyjskie szpitale są zupełnie nieprzygotowane na gwałtowny wzrost liczby pacjentów. Tak twierdzi na przykład, występujący w tym samym materiale BBC, doktor Philip Steer, lekarz specjalista - położnik i jednocześnie redaktor „The British Journal of Obstetrics and Gynaecology” (czasopismo naukowe dotyczące położnictwa i ginekologii). - Zachęciliśmy tych ludzi do przyjazdu tutaj. Mamy więc moralny obowiązek zapewnić im odpowiedni poziom opieki medycznej - dodaje doktor Steer. Dotrzymanie kroku dotychczasowym standardom przy szybko rosnącej liczbie pacjentów będzie trudne. Obecnie każdej kobiecie w ciąży przysługuje prowadząca ją aż do porodu położna. Jednak wraz z rosnącym wskaźnikiem płodności rośnie zapotrzebowanie na położne. W niektórych okręgach doprowadziło to do sytuacji, w której zamyka się lokalne oddziały położnicze, a położne przenosi do miejsc, w których ich najbardziej brakuje. Inne koszty ponoszone przez szpitale wiążą się z koniecznością sprowadzania tłumaczy dla tych kobiet, które nie są w stanie porozumieć się po angielsku ze swoją położną czy lekarzem. Zdarza się też, że przyszłe mamy nie przychodzą na umówioną wizytę. Wówczas szpital i tak musi zapłacić zamówionemu tłumaczowi. Zatem okazuje się, że wysoki przyrost naturalny niekoniecznie musi cieszyć. Zwłaszcza, jeśli nie jest pozbawiony kosztów, a szpitale zaczynają coraz głośniej domagać się środków na zapewnienie wszystkim swoim pacjentkom odpowiedniej opieki medycznej.
m.qandil@polishexpress.co.uk
© Fortis Media Limited 2004-2010
Użytkownicy strony polishexpress.co.uk nie mogą wykorzystywać tekstów do celów komercyjnych bez wiedzy i pozwolenia Redakcji tygodnika Polish Express. Kopiowanie, redagowanie i wykorzystywanie w innych celach publikowanych tu tekstów wymaga indywidualnej zgody Redakcji. Kontakt do redakcji: internet@polishexpress.co.uk.
Redakcja Polish Express nie bierze odpowiedzialności za treść komentarzy zamieszczonych przez internautów. Należą one do osób, które je zamieściły.
Dodając komentarz akceptujesz nasz regulamin.
| Oferty sponsorowane | ||
|
|
||
|
|
|
|
Niedawno premier David Cameron wypowiedział wojnę oszustom wyłudzającym nienależące się im zasiłki społeczne. Premier wielokrotnie wspominał, że podczas swojej kadencji zajmie procederem wyłudzania zasiłków, skoro ten kosztuje brytyjskiego podatnika około 5,2 miliarda funtów rocznie. Pierwsze dni w szkole - każdy z nas pamięta te chwile. Dla każdego było to ogromne wydarzenie, radość przeplatała się z dziecięcymi obawami. Wiążemy z nim zarówno dobre, jak i złe wspomnienia. Teraz, będąc rodzicami doświadczamy podobnych emocji. Dodatkowo potęgowanych tym, że nasze dziecko podejmuje naukę w innym kraju, spotka się z obcym językiem, inną obyczajowością oraz organizacją szkoły. Z każdym dniem zwiększa się liczba Polaków, którzy żyją w skrajnej nędzy na angielskich ulicach. Thames Reach, czyli jedna z największych organizacji charytatywnych na Wyspach, która zajmuje się sprawami bezdomnych emigrantów alarmuje, że na ulicach miast Wielkiej Brytanii rośnie liczba ludzi pochodzących z Europy Wschodniej. Brytyjska agencja turystyczna VisitBritain zamieściła w Internecie zbiór wskazówek i porad, które mają pomóc właścicielom hoteli, pubów i taksówek w uniknięciu kulturowego faux-pas. Media w Wielkiej Brytanii, szczególnie te w wersji papierowej, nie przykładają dużej wagi do szczegółów, których przeinaczenie może doprowadzić do zbudowania w umysłach młodych ludzi spaczonego obrazu historii. Dzieci to nasze największe skarby, którym chcemy dać wszystko to, co najlepsze. Często właśnie ta myśl skłania nas do emigracji. A jednak problem dzieci rodziców, którzy emigrują jest spychany na margines wszelkich dyskusji i rozmów.
3.09 zł
3.96 zł
4.76 zł