Zaloguj się
Piątek, 3 września 2010r. Imieniny: Joachima, Liliany, Szymona
felicjan123
felicjan123 to nowy uyżytkownik serwisu polacy.co.uk. Zobacz czy Twoi znajomi już tam są!

Niebrytyjski przyrost

12-02-2008

Społeczeństwa kontynentalnej Europy zmniejszają się, za to brytyjska Wyspa rośnie w siłę. Nie jest tajemnicą, że wysoki wskaźnik urodzeń jest zasługą zamieszkujących ją imigrantów. Czy jednak Brytyjczycy są z niego zadowoleni?

 

Sytuacja w Wielkiej Brytanii pod kątem przyrostu naturalnego jest wyjątkowa w porównaniu z innymi krajami dobrobytu. Społeczeństwa państw rozwiniętych zwykle cechuje wysoki standard życia i mała liczba dzieci - w przeciwieństwie do krajów rozwijających się, gdzie ten standard jest raczej niski, a liczba dzieci duża. Wielka Brytania jeszcze kilka lat temu była typowym krajem zachodnim. W 2001 roku na jedną kobietę przypadła rekordowo niska w historii UK liczba dzieci - 1,63. Od tamtej pory jednak dużo się tu zmieniło, a wskaźnik płodności (liczba dzieci przypadających na jedną kobietę) systematycznie rośnie. Nie osiągnął on jeszcze poziomu powojennego „baby boomu”, którego szczyt przypadł w Wielkiej Brytanii na lata 60. (osiągając absolutne maksimum w 1964 roku, wynoszące 2,95 dziecka na kobietę), ale jest on znacznie wyższy niż w większości krajów Europy, w tym Polski, bowiem w 2006 roku na jedną Polkę przypadało tylko 1,23 dziecka, a na mieszkankę UK - aż 1,84.

Brytyjki mniej, imigrantki więcej

Gdyby jednak przyjrzeć się opublikowanym niedawno statystykom Office for National Statistics (brytyjski odpowiednik Głównego Urzędu Statystycznego) okazuje się, że za wysoki przyrost naturalny odpowiadają imigranci, a nie rodowici Brytyjczycy. W ostatniej dekadzie (badanie obejmuje okres od 1995 do 2006 roku) roczna liczba porodów wśród Brytyjek (kobiet urodzonych w tym kraju) spadła o 44 tysiące, podczas gdy roczna liczba porodów wśród kobiet urodzonych poza Wielką Brytanią wzrosła o 64 tysiące. Wśród tych ostatnich 15-tysięczny wzrost nastąpił w grupie kobiet urodzonych w Europie Wschodniej, 11-tysięczny wśród kobiet urodzonych na subkontynencie indyjskim (obejmującym: Indie, Pakistan, Bangladesz, Nepal, Bhutan oraz Sri Lankę i Malediwy), a 8-tysięczny wśród kobiet urodzonych w Afryce. Tak czy inaczej, bilans wychodzi Wielkiej Brytanii na plus, albowiem w 2006 roku odnotowano tu najwyższy od 26 lat wskaźnik przyrostu naturalnego. Jednak Brytyjczycy nie są nim tak do końca uradowani. Taka sytuacja - z jednej strony - zapewnia ich społeczeństwu reprodukcję, z drugiej zaś - nakłada na nie odpowiednie koszty.

Nic za darmo

Dekadę temu wydatki brytyjskiej służby zdrowia na tak zwane „maternity services” (wszelkie usługi związane z macierzyństwem) wynosiły rocznie około miliarda funtów - wówczas tylko jedno na ośmioro dzieci miało matkę pochodzącą z zagranicy. Dziś wydatki na ten sam cel wynoszą 1,6 miliarda funtów rocznie, a niemal jedna czwarta urodzonych w tym kraju dzieci ma zagraniczną matkę. Co więcej, w centralnym Londynie liczba dzieci urodzonych przez nierodowite Brytyjki wynosi 60 procent, a w dzielnicy Newham (zamieszkanej w dużym stopniu przez imigrantów z Bangladeszu i Pakistanu) aż 75 procent dzieci ma niebrytyjskie matki. Z kolei w sąsiadującym z Londynem i w dużej mierze zamieszkanym przez Polaków Slough, matki nie-Brytyjki ma dziś połowa noworodków. Wyliczono przy okazji także, że pochodzące z zagranicy matki kosztują brytyjski NHS (National Health Service, czyli publiczną służbę zdrowia) 350 milionów funtów rocznie. Dekadę temu na tę grupę wydawano 150 milionów funtów rocznie. Relacjonująca te statystki stacja BBC, swój materiał rozpoczyna od ujęcia szpitalnego łóżka, na którym ze swoim synkiem Adamem odpoczywa Eliza Rychlowska (zapewne Rychłowska). Świeżo upieczona mama wyjaśnia w nim, że większość Polek, które zna w UK, ma dzieci, spodziewa się ich albo je planuje. Materiał BBC w dalszej części nie skupia się jednak tylko na Polakach (jak mają w zwyczaju bulwarowe gazety typu „Daily Mail”). Konkluzja relacji BBC jest ciekawa: bez imigrantów zatrudnionych w NHS nie mógłby on funkcjonować, a jednoczesne obciążenie NHS imigrantami jako pacjentami powoduje jego nieudolne funkcjonowanie.

Follow PolishExpress on TwitterDołącz do Polish Express na Twitterze!

 

Polish Express na FacebookZostań fanem tygodnika Polish Express

Brakuje położnych

Na czym dokładnie polegają koszty ponoszone przez NHS z tytułu imigrantów? Po pierwsze, wynikają one z faktu, że brytyjskie szpitale są zupełnie nieprzygotowane na gwałtowny wzrost liczby pacjentów. Tak twierdzi na przykład, występujący w tym samym materiale BBC, doktor Philip Steer, lekarz specjalista - położnik i jednocześnie redaktor „The British Journal of Obstetrics and Gynaecology” (czasopismo naukowe dotyczące położnictwa i ginekologii). - Zachęciliśmy tych ludzi do przyjazdu tutaj. Mamy więc moralny obowiązek zapewnić im odpowiedni poziom opieki medycznej - dodaje doktor Steer. Dotrzymanie kroku dotychczasowym standardom przy szybko rosnącej liczbie pacjentów będzie trudne. Obecnie każdej kobiecie w ciąży przysługuje prowadząca ją aż do porodu położna. Jednak wraz z rosnącym wskaźnikiem płodności rośnie zapotrzebowanie na położne. W niektórych okręgach doprowadziło to do sytuacji, w której zamyka się lokalne oddziały położnicze, a położne przenosi do miejsc, w których ich najbardziej brakuje. Inne koszty ponoszone przez szpitale wiążą się z koniecznością sprowadzania tłumaczy dla tych kobiet, które nie są w stanie porozumieć się po angielsku ze swoją położną czy lekarzem. Zdarza się też, że przyszłe mamy nie przychodzą na umówioną wizytę. Wówczas szpital i tak musi zapłacić zamówionemu tłumaczowi. Zatem okazuje się, że wysoki przyrost naturalny niekoniecznie musi cieszyć. Zwłaszcza, jeśli nie jest pozbawiony kosztów, a szpitale zaczynają coraz głośniej domagać się środków na zapewnienie wszystkim swoim pacjentkom odpowiedniej opieki medycznej.

Magda Qandil
m.qandil@polishexpress.co.uk

© Fortis Media Limited 2004-2010

Użytkownicy strony polishexpress.co.uk nie mogą wykorzystywać tekstów do celów komercyjnych bez wiedzy i pozwolenia Redakcji tygodnika Polish Express. Kopiowanie, redagowanie i wykorzystywanie w innych celach publikowanych tu tekstów wymaga indywidualnej zgody Redakcji. Kontakt do redakcji: internet@polishexpress.co.uk.

03-09-2010 16:49 POLISH EXPRESS
Możesz być pierwszą osobą, która skomentuje ten artykuł.

Skomentuj

Zarejestruj się, aby nie wprowadzać kodów z obrazka (zarejestruj się)

Redakcja Polish Express nie bierze odpowiedzialności za treść komentarzy zamieszczonych przez internautów. Należą one do osób, które je zamieściły.
Dodając komentarz akceptujesz nasz regulamin.

REKLAMA

 

Czytelnia

 

Niedawno premier David Cameron wypowiedział wojnę oszustom wyłudzającym nienależące się im zasiłki społeczne. Premier wielokrotnie wspominał, że podczas swojej kadencji zajmie procederem wyłudzania zasiłków, skoro ten kosztuje brytyjskiego podatnika około 5,2 miliarda funtów rocznie.
Pierwsze dni w szkole - każdy z nas pamięta te chwile. Dla każdego było to ogromne wydarzenie, radość przeplatała się z dziecięcymi obawami. Wiążemy z nim zarówno dobre, jak i złe wspomnienia. Teraz, będąc rodzicami doświadczamy podobnych emocji. Dodatkowo potęgowanych tym, że nasze dziecko podejmuje naukę w innym kraju, spotka się z obcym językiem, inną obyczajowością oraz organizacją szkoły.
Z każdym dniem zwiększa się liczba Polaków, którzy żyją w skrajnej nędzy na angielskich ulicach. Thames Reach, czyli jedna z największych organizacji charytatywnych na Wyspach, która zajmuje się sprawami bezdomnych emigrantów alarmuje, że na ulicach miast Wielkiej Brytanii rośnie liczba ludzi pochodzących z Europy Wschodniej.
Brytyjska agencja turystyczna VisitBritain zamieściła w Internecie zbiór wskazówek i porad, które mają pomóc właścicielom hoteli, pubów i taksówek w uniknięciu kulturowego faux-pas.
Media w Wielkiej Brytanii, szczególnie te w wersji papierowej, nie przykładają dużej wagi do szczegółów, których przeinaczenie może doprowadzić do zbudowania w umysłach młodych ludzi spaczonego obrazu historii.
Dzieci to nasze największe skarby, którym chcemy dać wszystko to, co najlepsze. Często właśnie ta myśl skłania nas do emigracji. A jednak problem dzieci rodziców, którzy emigrują jest spychany na margines wszelkich dyskusji i rozmów.
 << Poprzednia
Strona:  
REKLAMA

3.09
3.96
4.76

nasze galerie

Komiks: Przygody Edzia

O nas     Regulaminy     Praca     Kontakt     Konkursy     Partnerzy     Polish newspaper England UK     Media o nas     Mapa strony     Kanały RSS