Rozwój osobisty i edukacja - oto jakie cele stawia sobie polski klub Toastmasters, działający w Londynie. I chociaż na spotkaniach co chwila wybuchają głośne salwy śmiechu, jego członkowie udział w tym przedsięwzięciu traktują bardzo poważnie.
Pytania na ostatnim wtorkowym spotkaniu były naprawdę gorące. Trzeba było zareklamować dziwny odkurzacz z kierownicą jak przy rowerze czy opisać właścicielkę małego śmiesznego pieska, ustrojonego w koronkowe żaboty. Wypowiedziom przysłuchują się nie tylko inni toastmasterzy i zaproszeni goście, ale również Kontroler Uważności i Gramatyk. Ich zadaniem jest wyłapywanie błędów, po czym informowanie o nich zainteresowanych w jak najbardziej życzliwy sposób.
Być kawałkiem historii
Członkowie klubu mają świadomość, że są częścią wielkiej, międzynarodowej organizacji. Jej początki sięgają ubiegłego wieku. W roku 1924 jeden z działaczy amerykańskiego Związku Chrześcijańskiej Młodzieży Męskiej (YMCA) - Ralph C. Smedley zauważył, że jego podopieczni nie potrafią się skutecznie komunikować. Wymyślił więc rodzaj klubu towarzyskiego, gdzie ludzie uczą się od siebie nawzajem, bez nauczycieli. Pomysł chwycił. Powoli powstawały następne kluby, a ich zrzeszenie przekształciło się w potężny ruch. Dzisiaj Toastmasters International liczy ponad 11 500 klubów, działających w 92 krajach i zrzeszających 225 tysięcy członków. I pomyśleć, że wszystko zaczęło się gdzieś w piwnicy ośrodka YMCA w Santa Ana w Kalifornii.
Bez dziwnego narzecza
- Tutaj, na obczyźnie, musimy dbać o język, by za kilka lat nie okazało się, że mówimy jakimś dziwnym narzeczem, pełnym anglicyzmów czy kolokwializmów - przyznaje Ania Jurek. - Większość z nas pracuje „po angielsku” i tak naprawdę po polsku nie ma z kim rozmawiać. Stąd „Polish Your Polish”. Żywym dowodem, że to działa jest najstarszy członek Klubu Adam Ginalski, który do Londynu przyjechał w połowie lat 60. Miał wtedy siedem lat. Dzisiaj, już na emeryturze, z równym zaangażowaniem działa zarówno w angielskim jak i polskim klubie Toastmasters, a jego język ojczysty jest bez zarzutu.
- Mam wrażenie, że ich wszystkich już kiedyś poznałam; tak skwitowała pierwszą wizytę w naszym klubie moja koleżanka - chwali się Wacek Warszawa. Sama tego doświadczyłam, przychodząc we wtorek do Ogniska. - Cześć. Jak masz na imię? Ja jestem Agnieszka. Masz gdzie siedzieć? Nie? To zaraz zorganizuję ci krzesło.
Przesiedziałam na tym zdobycznym krześle ponad dwie godziny, śmiałam się z innymi, głośno klaskałam i komentowałam wypowiedzi toastmasterów. I z wielką przyjemnością przyjdę znowu we wtorek, 12 sierpnia…
Limerick: Federacja Polaków w Irlandii >>
Studia w Anglii >>© Fortis Media Limited 2004-2010
Użytkownicy strony polishexpress.co.uk nie mogą wykorzystywać tekstów do celów komercyjnych bez wiedzy i pozwolenia Redakcji tygodnika Polish Express. Kopiowanie, redagowanie i wykorzystywanie w innych celach publikowanych tu tekstów wymaga indywidualnej zgody Redakcji. Kontakt do redakcji: internet@polishexpress.co.uk.
Tagi: życie w Anglii, stowarzyszenie, Toastmasters, klub, Londyn
Redakcja Polish Express nie bierze odpowiedzialności za treść komentarzy zamieszczonych przez internautów. Należą one do osób, które je zamieściły.
Dodając komentarz akceptujesz nasz regulamin.
| Oferty sponsorowane | ||
|
|
||
|
|
|
|
Niedawno premier David Cameron wypowiedział wojnę oszustom wyłudzającym nienależące się im zasiłki społeczne. Premier wielokrotnie wspominał, że podczas swojej kadencji zajmie procederem wyłudzania zasiłków, skoro ten kosztuje brytyjskiego podatnika około 5,2 miliarda funtów rocznie. Pierwsze dni w szkole - każdy z nas pamięta te chwile. Dla każdego było to ogromne wydarzenie, radość przeplatała się z dziecięcymi obawami. Wiążemy z nim zarówno dobre, jak i złe wspomnienia. Teraz, będąc rodzicami doświadczamy podobnych emocji. Dodatkowo potęgowanych tym, że nasze dziecko podejmuje naukę w innym kraju, spotka się z obcym językiem, inną obyczajowością oraz organizacją szkoły. Z każdym dniem zwiększa się liczba Polaków, którzy żyją w skrajnej nędzy na angielskich ulicach. Thames Reach, czyli jedna z największych organizacji charytatywnych na Wyspach, która zajmuje się sprawami bezdomnych emigrantów alarmuje, że na ulicach miast Wielkiej Brytanii rośnie liczba ludzi pochodzących z Europy Wschodniej. Brytyjska agencja turystyczna VisitBritain zamieściła w Internecie zbiór wskazówek i porad, które mają pomóc właścicielom hoteli, pubów i taksówek w uniknięciu kulturowego faux-pas. Media w Wielkiej Brytanii, szczególnie te w wersji papierowej, nie przykładają dużej wagi do szczegółów, których przeinaczenie może doprowadzić do zbudowania w umysłach młodych ludzi spaczonego obrazu historii. Dzieci to nasze największe skarby, którym chcemy dać wszystko to, co najlepsze. Często właśnie ta myśl skłania nas do emigracji. A jednak problem dzieci rodziców, którzy emigrują jest spychany na margines wszelkich dyskusji i rozmów.
3.1 zł
3.97 zł
4.76 zł